poniedziałek, 18 lutego 2013

fajny czas był..... :)

Oj czemu tylko tydzień miałem tych ferii.... to niesprawiedliwe.... :) ale i tak wypocząłem psychicznie:)
Od razu mówię, że zdjęć póki co nie będzie, bo dopiero mam je dostać, a ja nie robiłem swoją komórką. Z resztą dla mnie najważniejsze było towarzystwo i góry :) Miałem okazję opalać się, tak tak nie pomyliłem się, na Gubałówce. Tatry wyglądały cudownie, choć poruszać się było bardzo ciężko.. Śniegu jest mnóstwo, na poboczach dróg hałdy sięgają 2 metrów! Ciężko było mnie pchać po tym śniegu, tym bardziej jestem wdzięczny Andrzejowi i Adze za to, że się zdecydowali mnie wziąć :) Byliśmy też w Szczawnicy, ale nie dało się pospacerować na deptaku przy rzece... Za to zaszaleliśmy w czwartek bo pojechaliśmy na "Tatralandię" (Słowacja), jest to kompleks basenów tropikalnych, chyba koło 8 tych basenów. Nie powiem, wygląda fajnie, jest też możliwość masaży różnorodnych, sauny no i wszelkiego rodzaju gastronomia. Nie mówiąc już o termalnych wodach na zewnątrz. Bilety nie tanie, choć dla niepełnosprawnych były zniżki, tylko co z tego.... Wyobraźcie sobie, że przy żadnym z basenów nie było podnośnika, który mógłby mnie opuścić do wody, ani z niej wyciągnąć!! I tak sobie pomyślałem, że tyle się mówi o nietolerancji, dyskryminacji rasowej, płciowej itd. a czy to nie jest dyskryminacja niepełnosprawnych??? I podajcie mi chociaż jedno nazwisko posła, który takimi sprawami się zajmuje... Nie słyszałem, a zdaje się, że nawet 2 na wózkach jest w sejmie...
Mimo tego zdarzenia, to jednak był to fantastyczny czas. Szczególnie sobie cenię rozmowy z moimi bliskimi, których miałem okazję spotkać, a było ich trochę :)
Jednym słowem jestem zadowolony z wyjazdu:)
W tygodniu postaram się coś jeszcze skrobnąć, bo mocno mnie poruszyła abdykacja papieża i chciałbym się z Wami o tym podzielić, ale to w następnym poście.

czwartek, 7 lutego 2013

witojcie góry

Dzisiaj tak tylko krótko:) Bo chyba wyczuwam chęć dowiedzenia się czy jadę do tego Zakopanego czy nie... :P Wysnuwam wniosek ze sporej ilości kliknięć w bloga :) A może to tylko moje urojenia.... :) No ale w każdym razie mimo ogromnej ilości śniegu jaka nawiedziła dzisiaj Jasło, to jadę :) I mam zamiar świetnie się bawić :) Przyznaję, że potrzebuję takiej odskoczni by trochę zmienić otoczenie i nabrać dystansu.
Na pewno jakaś relacja będzie, bądźcie spokojni :P A może nawet w trakcie coś skrobnę, o ile czas pozwoli, bo dostęp do neta, to chyba będę miał. Jeszcze tylko jutro przepracować do ok 16 i witaj wolności!!! :)
Bardzo się cieszę, że będę miał okazje znów góry zobaczyć... chociaż z nizin... no to do miłego ;)
trzymajcie się ciepło i zdrowo wszyscy czytający... :)

niedziela, 3 lutego 2013

Niedzielny wieczór...

Niedzielny wieczór... oglądnięty mecz premier league: Manchester City - Liverpool FC (było na co popatrzeć)... wypita kawka z ekspresu... taki spokojny dzionek... Jednak najważniejsze było dzisiaj to, że byłem na mszy. Przez te śniegi, niestety nie bardzo jest możliwe dobrnięcie do kościoła. Dlatego by móc w pełni uczestniczyć, wyspowiadałem się... Bez obaw, ani masochistą, ani idiotą nie jestem, nie będę tu wyliczał moich grzechów :) Chcę tylko napisać, jak bardzo ważne jest dla mnie pełne uczestnictwo w Eucharystii.. No bo faktycznie "zgłodniałem" i bardzo mi brakowało bycia na Niej.
I tak sobie myślę, że wiele ludzi, tych "chodzących",  nie docenia w pełni tego co ma. Zdaję sobie sprawę, że Eucharystia jest w różny sposób odprawiana, i niekiedy trudno się odnaleźć w tzw. "turbo-ekspresie". Jednak to jest zadziwiające i zarazem niesamowite, że i w takiej Jezus się dla nas przemienia... Najważniejsze jest przede wszystkim moje nastawienie, kiedy idę na mszę, to zawsze staram się w sobie wzbudzić świadomość, że idę na spotkanie z Nim. Idę z nim porozmawiać, ale i też wysłuchać co ma mi do powiedzenia, no i przede wszystkim "przyjąć" Go do swego serca. Bo to On jest najważniejszy w tym wszystkim, jasne, że jest też ważna otoczka, która pozwala lepiej przeżyć mszę: ksiądz godnie sprawujący Eucharystię, dobry śpiew itd. itp. Jednak kiedy coś jest nie tak, to próbuję najpierw pytać samego siebie, co jest nie tak, a dopiero potem szukam przyczyn na zewnątrz. A kiedy widzę, że te przyczyny są z zewnątrz, to staram się o tym otwarcie mówić z tymi, którzy są za to odpowiedzialni. Zaznaczam - próbuję :) Niby to takie proste, a przecież jednocześnie trudne. Więc nie zawsze się to udaje...
I tu muszę podziękować mojej starej paczce, która skutecznie "wybijała" mi z głowy postawę roszczeniową względem wszystkiego i wszystkich. Otóż drzewiej bywało różnie, no bo przecież niepełnosprawny jestem, należy mi się itd. itp.!! A moi przyjaciele traktowali mnie po prostu jak równego sobie. Względy miałem tylko wtedy gdy moja niepełnosprawność nie pozwalała na tą równość. Może dlatego teraz jest mi łatwiej otwierać się na drugiego człowieka i słuchać go... No dość tego filozofowania, książka czeka, a fajna, może się kiedyś z Wami o niej podzielę :) Miłego tygodnia wszystkim życzę. Nie wiem kiedy coś napiszę, bo 10 luty tuż tuż.... :) Pozdrawiam

P.S. Dziękuję wszystkim za ciepłe słowa odnośnie tego bloga jak i działu: Lectio Divina. Cieszę się, że jest Was coraz więcej czytających. I przyznaję, że rośnie we mnie odpowiedzialność za każde napisane tutaj słowo. Dlatego w miarę moich skromnych możliwości w dziale poświęconym Słowu Bożemu będę się starał dokonywać egzegezy tekstów, nie obiecuję jednak, że będzie to systematyczne...

niedziela, 27 stycznia 2013

Misiowanie

          Właśnie mija kolejny tydzień "misiowania" w domu:) Daję jeszcze radę ale już niecierpliwie spoglądam na kalendarz wyczekując 10 lutego... :) No może nawet 1 dzień wcześniej, bo może jeszcze uda mi się przyjaciół w Sączu zahaczyć, ale najważniejsze czeka mnie potem, kilka dni w Zakopanem :) I od razu nasuwa mi się taka refleksja: wiem, że nie jest łatwo sobie zorganizować wypoczynek, odskocznie od codziennych spraw, ale dla zdrowia psychicznego jest wręcz konieczne! I nie ważne gdzie się pojedzie, ważne żeby zmienić otoczenie, oderwać się od codziennych kłopotów, spraw, warto o to zadbać. Dzięki temu będziemy mniej zestresowani, znerwicowani, stać nas będzie na życzliwy uśmiech dla drugiego. I nie muszą to być jakieś Kajmany, Honolulu czy Zakopane, wystarczy takie miejsce w którym poczujemy się rozluźnieni, będziemy mogli wypocząć, odstresować się, a nade wszystko mieć okazję do rozmów z bliskimi Ci osobami, dającymi Ci poczucie komfortu i bezpieczeństwa:) No i Ja z taką rodzinką będę miał okazję przebywać te kilka dni w Zakopanem... :)

          Kochani, chcę się z Wami jeszcze krótko podzielić dwoma sprawami z ostatnich dni... Otóż pierwsza z nich, to nieudana próba legalizacji związków partnerskich. I nie chcę tutaj rozpisywać się o wielkim zwycięstwie jednych, czy przegranej drugich. Zauważyłem tylko jedną rzecz, ale za to dla mnie znamienną. Otóż w mediach po odrzuceniu wszystkich projektów zawrzało, przewaliła się ogromna fala krytyki sejmu z racji odrzucenia w/w ustaw. I tak sobie pomyślałem, że jak na mniejszość w narodzie, bo tak się kreują wszyscy Ci, którzy domagają się tolerancji (choć ja to nazywam przyzwolenie na różnego rodzaju związki partnerskie), to mają dość mocny głos w mediach... nieprawdaż?

          I druga sprawa, która jakoś mnie poruszyła jest z wczoraj. Otóż pewnie wielu z Was otrzymało różnymi drogami wiadomość o mniej więcej takiej treści:
"Módlcie się za Kościół w Indiach. Buddyjscy extremiści w Indiach podpalili zeszłej nocy 20 kościołów. Po południu planowane jest zniszczenie 200 kościołów w prowincji Olisabang. Zamierzają zabić 200 misionarzy w ciągu 24 godzin. Obecnie wszyscy chrześcijanie ukrywają się w wioskach. Módlcie się za nich i wysyłajcie tą wiadomość prosząc o modlitwę."
Przyznam, że miałem mieszane uczucia, bo z jednej strony na kilometr czułem, że to tzw. "łańcuszek". Co jest prawdą, bo ktoś dowcipny sporządził, jak się okazuje w lutym 2010r. taką treść w kilku różnych językach i jest przesyłana, sms-ami, mailami, postami na portalach społecznościowych itd. itp.  Można to sprawdzić za pomocą googli, nie ma prowincji o takiej nazwie w Indiach, zresztą nie ma w ogóle prowincji, są stany i dystrykty w Indiach. Cała treść została zmyślona, tak jak spora ilość różnych łańcuszków pomocowych mówiących, że jeśli prześlemy dalej to ten ktoś dostanie pieniądze.. itd. itp. Zatem warto to wpierw sprawdzić, zanim przekażemy naszym znajomym... 
Ale mnie nurtuje co innego, otóż otrzymując co rusz takie informacje proszące o modlitwę, skutkują procesem odwrotnym. Sądzimy, że to kolejny łańcuszek nie sprawdzając go, a ktoś może faktycznie potrzebować modlitwy. I pewnie najlepszym rozwiązaniem jest spróbować za każdym razem sprawdzić w internecie, co to za wiadomość zanim prześlemy dalej, chyba że jest z pewnego źródła, tak jak Ja i całe Stowarzyszenie "MiCZ" dostaję od Brygidy:) A jeśli nie jesteśmy w stanie sprawdzić, to i tak prześlijmy dalej, bo modlitwy nigdy dość....
Pozdrawiam wszystkich czytających, życząc miłego niedzielnego wypoczynku.

P.S. W dziale "Lectio Divina" dałem tekst rozważania na dzisiejszą niedzielę :)

niedziela, 20 stycznia 2013

o Hobbicie i o cudownym zdarzeniu :)

Kolejny mroźny tydzień za mną... Właśnie sobie wyliczyłem, że nie byłem na zewnątrz już od 17 dni. I nie dlatego, że nie mogłem, bo pewnie by się udało jakoś wyskoczyć, ale po prostu ta pora zimowa tak właśnie mnie nastraja. Lubię w czasie zimy przebywać w domu, bo wtedy mam czas na wszelkiego rodzaju porządki. Począwszy od papierów, a skończywszy na porządkach w komputerze...
Mam też czas na czytanie, oglądanie filmów itd. itp. no i oczywiście kibicowanie naszym:) a w sobotę to nawet innym kibicowałem, żeby nasi szczypiorniaki zajęli jak najlepsze miejsce w grupie, oj jutro będzie się działo:) W czwartek to sądzę, że mnie w całym bloku słyszeli, jak nasi zdobyli zwycięską bramkę z Serbią:)
No i mam czas też trochę pomedytować nad życiem... hehe tylko nie mam jakoś ochoty zbyt wielkiej  na pisanie tutaj owoców tychże medytacji:), jakoś nie bardzo mi przychodzi się tutaj "wywnętrzniać":) No ale jak się powiedziało "A", to....

A zauważam stały progres w obserwowaniu tego blogu (bloga?), co mnie bardzo cieszy, tylko Ci obserwatorzy jacyś strasznie nieśmiali.... :) Nie komentują, nie zdają pytań, może ja po prostu "za grzecznie" piszę... No cóż, staram się tutaj pisać to co myślę, najwyraźniej obserwatorzy raczą się zgadzać z moimi poglądami:)
Wrócę jeszcze do bodajże 3 stycznia, kiedy to miałem okazję zobaczyć film w trójwymiarze: "Hobbit". Książkę oczywiście przeczytałem dawno temu, czytałem ją z zapartym tchem, łatwo było sobie wyobrazić narratora z fajką przy kominku, opowiadającego o spokojnym, osiadłym, respektowanym Bilbo, który nagle odkrywa w sobie pokłady odwagi i podróżniczą żyłkę. Ale trudno było mi sobie wyobrazić jak trochę ponad 300 stron książki będzie przerobione na "trylogię" filmową???!!
Jadąc na film trochę się obawiałem, że to trochę komercją będzie zalatywać. No i niestety miałem trochę racji, trochę, bo faktycznie bardzo to zostało  rozwleczone, ale ratuje ten film kilka rzeczy: plenery (po prostu cuuudooo!!!), efekty specjalne (bynajmniej nie trójwymiarowe), no i oczywiście gra aktorów. W sumie nie jest aż taki zły, ale na kolejne części już tak mocno nie czekam, jak na tę... Chyba jeszcze tej zimy trzeba mi będzie przeczytać po raz wtóry "Hobbita", a potem ... sami się domyślcie :)
Teraz trochę z innej beczki, podzielę się z wami jednym super fajnym zdarzeniem, którego byłem świadkiem na ostatniej "Pasterce". Nie będę pisał o kim mowa, choć zainteresowani doskonale będą wiedzieć o kogo chodzi... Piszę o tym, bo niezwykle było to budujące, czego byłem świadkiem. Otóż byłem pośrednikiem w przekazaniu pierścionka zaręczynowego, a działo się w trakcie Pasterki :) Miałem niesamowitą okazję widzieć jak rozpromienia się twarz dziewczyny, która otrzymała tenże pierścionek (tak przy okazji, bardzo delikatny i piękny...). I choć to nie ja byłem tym proszącym o rękę, to i tak byłem niezwykle wzruszony, ale jeszcze bardziej byłem zbudowany tym wszystkim co się wydarzyło po mszy:) Otóż chłopak poprosił ojca zakonnika o poświęcenie tegoż pierścionka i dopiero wtedy nałożył na jej palec i zapytał, czy wyjdzie za niego. Odpowiedź była jak najbardziej pozytywna:):):) I pomyślałem sobie, że jeszcze nie jest tak źle na tym świecie, skoro młodzi zaczynają swoją wspólną drogę z Bogiem pomiędzy Nimi.. Nie muszę Wam mówić, że z tego powodu jestem bardzo szczęśliwy i już teraz modlę się o błogosławieństwo dla Nich, by się razem wspólnie zestarzeli... Musiałem Wam o tym napisać, bo uważam, że były to najpiękniejsze "zaręczyny" jakie miałem okazję widzieć, czy słyszeć. To jest niezwykle budujące kiedy młodzi zaczynają swoje wspólne życie właśnie w taki sposób.
Na dzisiaj tyle, dodam tylko, że w tygodniu powinno się pokazać kolejna egzegeza fragmentu Pisma Św. w dziale Lectio Divina:)
Pozdrawiam wszystkich czytających:)