Kończy mi się fajny weekend i aż żal, że nie może trwać dłużej. No ale taka kolej losu... W Boże Ciało miałem możliwość uczestniczyć w koncercie "Jednego Serca, Jednego Ducha" w Rzeszowie, który jak co roku jest prowadzony przez Janka Budziaszka (perkusistę Skaldów) i księdza Mariusza Mika odpowiedzialnego za Odnowę w Duchu Św. w diecezji rzeszowskiej.
Jest to jeden z nielicznych koncertów, gdzie właściwie nie ma jakiś gwiazd muzyki, a jeśli są, to zdecydowanie w cieniu tego, Kto zawsze tam króluje i dla Niego jest wyśpiewywana chwała. Ja szczególnie obdarzam ten koncert sentymentem, gdyż jakieś 4 czy 5 lat temu miałem okazję dać świadectwo w trakcie tegoż koncertu. To właśnie tam miałem okazję, poznać osobiście Janka Budziaszka, Marcina Pospieszalskiego czy Roberta Cudzicha. Osoby o wieloletnim doświadczeniu muzycznym, a jednocześnie niezwykle pokorni wobec Jezusa. Jest to dla mnie niezwykłe, że mimo upływu tylu lat wciąż witają się ze mną serdecznie i mnie pamiętają... Ale to tak chyba to wszystko działa, że ludzie wyznający Jezusa są po prostu sobie nawzajem bliżsi, nie gwiazdorzą, a są radośni, szczerzy i otwarci. Koncert był naprawdę super, chociaż odniosłem wrażenie, że jakby mniej niż poprzednimi laty było modlitwy w trakcie koncertu. Ale możliwe, że to było związane z trwającym Festiwalem Wiary w Rzeszowie, i następnego dnia miała być prowadzona na rynku przez New Life M. wielka Adoracja Najświętszego Sakramentu. Zresztą i widownia tego koncertu się trochę odmłodziła, to też mógł być taki właśnie skutek. Myślę, że sporo przyjechało się trochę wyszaleć i "pobawić" w trakcie tego koncertu. Z resztą gdy pojawiły się chwile modlitewne czy świadectwa (które nota bene były niezwykle mocne), to zaraz słyszało się rozmowy i różnego rodzaju rozproszenia... Niestety nasza młodzież jest bardzo "medialna", jeśli nie dostanie bodźca w postaci obrazu, lub energicznej muzy, szybko się nudzi i "wyłącza". Nie jest to zbyt optymistyczne, ale tak właśnie jest.
W poprzednim wpisie informowałem, że czytam książkę o Papieżu Franciszku - jest niesamowita! Ale temu poświęce odrębny wpis i to już niedługo...
I jeszcze tak na gorąco podzielę się z Wami małą refleksją na temat "światowej Adoracji", że tak ją nazwę. Dzisiaj o jednej godzinie cały świat łączył się z Papieżem w modlitwie przed Najświętszym Sakramentem. Było to dość niezwykłe wydarzenie, bo cały czas miałem świadomość, że w tym samym czasie modlą się ludzie na wszystkich kontynentach, niezależnie od pory czasu. I tak sobie myślę, że taka modlitwa jest niezwykle potrzebna światu, naszemu krajowi, w czasie gdy wszelkie odmiany egoizmu szerzą się wszędzie. Aż dziw, że jeszcze żaden z wcześniejszych Papieży nie wpadł na to. Jak sądzę, to nie było jednorazowe, bo będą z tego wielkie owoce, czas pokaże jakie one będą. Ale tylko w ten sposób możemy "tchnąć" ducha w nas wszystkich, byśmy bardziej z radością, nadzieją, a nade wszystko miłością odnosili się do siebie... Pozdrawiam wszystkich czytających.
niedziela, 2 czerwca 2013
czwartek, 23 maja 2013
o SDM-ie, turnusie i Papieżu
Wczoraj byłem na koncercie SDM-u i muszę przyznać, że fajnie było sobie przypomnieć parę znanych kawałków, niestety w uboższych aranżacjach. Widoczny był jednak brak Marka Czerniawskiego (ten co na skrzypcach, nie mylić z altówką:)), jakoś tak smutniej na tym koncercie było. No i Myszkowski praktycznie samiutki jeśli chodzi o śpiew. Ale i tak fajnie było posłuchać:) Muszę jednak coś do tego dodać, otóż do szewskiej pasji doprowadzają mnie nie wyłączone komórki podczas czegokolwiek!!! Idzie zwariować, wczoraj też, chyba ze 3 razy komuś dryndało!!! Ja rozumiem, że każdy potrzebuje mieć kontakt z bazą, ale przecież ta baza stała na scenie!!! A jak oczekiwał jakiegoś ważnego telefonu, to przecież wyciszony można zrobić i nie przeszkadzać pozostałym. Kiedyś to było nie do pomyślenia, że podczas seansu filmowego, czy koncertu, czy mszy św., bierze ktoś komórkę i dzwoni, a w tej chwili to w trakcie rozmowy np. przy kawie, kiedy słyszymy dzwonek, natychmiast musimy zaglądnąć kto to też zadzwonił... Dla mnie to brak szacunku wobec osoby, z którą pijemy tą kawę czy cokolwiek. Wygląda to tak jakbyśmy byli uwiązani przez te telefony, wystarczy jeden dźwięk i nie wiem cobyśmy robili, to będziemy ręką sięgać po niego i rozmawiamy jakby nigdy nic. Wracając do koncertu to jeszcze napiszę, że spodobała mi się jedna piosenka, którą zagrali w 4 (bodajże) bisie: I tylko Ty sam. No po prostu miodzio:) Sądzę, że to będzie równie znana jak "Czwarta nad ranem" czy "Bieszczadzkie Anioły" i inne ich przeboje. Wklejam link do posłuchania: https://www.youtube.com/watch?v=LRUEkTC-X3I
Poza tym, to muszę się podzielić radosną wieścią, otóż raczej uda się mi pojechać na turnus do Głogowa. Dostałem zapewnienie od kierownika z pracy, że przy ewentualnym przedłużeniu umowy o pracę to dostanę urlop, no bo jeśli nie przedłużą jej, to i tak będę miał przecież duuużo czasu... A o ewentualnym przedłużeniu dowiem się koło połowy czerwca. Staram się dystansować od tego wszystkiego, ale nie jest to łatwe. Sytuacja na rynku pracy w Polsce nie najciekawsza, zwłaszcza jeśli chodzi o osoby niepełnosprawne, ale co ma być to będzie. Może trzeba będzie nowy rozdział w życiu rozpocząć... kto wie :)
Właśnie mi przynieśli paczkę z książkami, szczególnie czekałem na "Papież Franciszek, Jezuita", jest to wywiad rzeka z Papieżem. jestem ogromnie ciekaw tego co mówi, jest niezwykłym człowiekiem. Oczywiście podzielę się z Wami moim wrażeniami tej książki. Ale to za jakiś czas... Nic zmykam czytać, pozdrowienia dla czytających :)
Poza tym, to muszę się podzielić radosną wieścią, otóż raczej uda się mi pojechać na turnus do Głogowa. Dostałem zapewnienie od kierownika z pracy, że przy ewentualnym przedłużeniu umowy o pracę to dostanę urlop, no bo jeśli nie przedłużą jej, to i tak będę miał przecież duuużo czasu... A o ewentualnym przedłużeniu dowiem się koło połowy czerwca. Staram się dystansować od tego wszystkiego, ale nie jest to łatwe. Sytuacja na rynku pracy w Polsce nie najciekawsza, zwłaszcza jeśli chodzi o osoby niepełnosprawne, ale co ma być to będzie. Może trzeba będzie nowy rozdział w życiu rozpocząć... kto wie :)
Właśnie mi przynieśli paczkę z książkami, szczególnie czekałem na "Papież Franciszek, Jezuita", jest to wywiad rzeka z Papieżem. jestem ogromnie ciekaw tego co mówi, jest niezwykłym człowiekiem. Oczywiście podzielę się z Wami moim wrażeniami tej książki. Ale to za jakiś czas... Nic zmykam czytać, pozdrowienia dla czytających :)
sobota, 11 maja 2013
bł. Novarese
Podzielę się z Wami kilkoma myślami związanymi z dzisiejszym dość ważnym dniem dla mnie. Otóż dzisiaj w Rzymie w Bazylice Pawła Za Murami, kard. Bertone ogłosił ks. Luigi Novarese błogosławionym. Nie będę tutaj opisywał całego Jego życiorysu, a jedynie napiszę, że był niezwykle otwartym człowiekiem na osoby niepełnosprawne i głównie z ich pomocą utworzył wiele ważnych dzieł m. in. Cichych Pracowników Krzyża, którzy mają też dom w Głogowie. To tam razem z moimi przyjaciółmi ze stowarzyszenia "Modlitwa i Czyn" z Zabrza jadę na coroczny turnus rehabilitacyjny. Dla tych wszystkich, którzy chcą coś więcej się dowiedzieć o błogosławionym kieruję na stronkę: http://www.cisi.pl/cvs/ks-pralat-luigi-novarese.
Ja chciałbym raczej kilka słów napisać w związku z tymi wyjazdami turnusowymi do Głogowa, które mam okazję co roku przeżywać. Nie wiem co prawda, czy w tym roku uda mi się pojechać, decyzja zapadnie w najbliższych dniach, ale jest to jeden z nielicznych domów rehabilitacyjnych, w którym gości radość i nadzieja... A bywałem już w różnych miejscach i jakoś odnosiłem wrażenie, że te domy bardziej mi przypominają o końcu życia a nie jego pełni. Jest w pełni funkcyjny dla takich jak ja, a przede wszystkim daje dużą samodzielność, szczególnie gdy się ma wózek elektryczny. Przyznaję, że lubię tam jeździć, mam tam ulubioną knajpkę (nawet jestem rozpoznawalny w tej knajpce), przecież to oczywiste :P, ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsi są ludzie i to zarówno z Głogowa, jak i Ci z którymi jadę na ten turnus, czyli z Zabrza. Zawsze są to fantastyczne 2 tygodnie oderwania się od codzienności, a dzisiaj kiedy miałem okazję widzieć część tych ludzi, to aż mi łezka poleciała. I zdałem sobie sprawę, że spoiwem tych wszystkich ludzi jest prawdziwa miłość, ta cicha nie szukająca interesu i wygody... uosobiona właśnie w dzisiejszym błogosławionym, który jako jeden z nielicznych rozumiał osoby niepełnosprawne. Traktował ich całkowicie normalnie i bez zbędnej pomocy. Ale także dostrzegł wielki potencjał, jednym z głównych zadań Cichych Pracowników Krzyża jest: "chory do chorego, za pomocą zdrowego". Niepełnosprawny może bardziej i lepiej dotrzeć do innego niepełnosprawnego za pomocą osoby zdrowej, i tak tam się dzieje. Będąc tam na turnusie, niepełnosprawni i wolontariusze, wszyscy czujemy się równi i chyba to jest takie niesamowite dla mnie i jednocześnie ważne. Oj chciałbym, żeby traktowano osoby niepełnosprawne wszędzie tak samo, nie tylko w takich miejscach. Ale jest to zadanie moje i poniekąd wszystkich tych, którzy to czytacie :)
Nic, zmykam bo zbyt ładny dzień, żeby siedzieć przy komputerze :)
A jakby Wam się nudziło i chcielibyście trochę zagłębić się w Piśmie Świętym to zapraszam na stronę: http://www.jaslo.franciszkanie.pl/aktualnosci/, są tam moje komentarze do niedzielnych ewangelii.
Pozdrawiam wszystkich czytających:)
Ja chciałbym raczej kilka słów napisać w związku z tymi wyjazdami turnusowymi do Głogowa, które mam okazję co roku przeżywać. Nie wiem co prawda, czy w tym roku uda mi się pojechać, decyzja zapadnie w najbliższych dniach, ale jest to jeden z nielicznych domów rehabilitacyjnych, w którym gości radość i nadzieja... A bywałem już w różnych miejscach i jakoś odnosiłem wrażenie, że te domy bardziej mi przypominają o końcu życia a nie jego pełni. Jest w pełni funkcyjny dla takich jak ja, a przede wszystkim daje dużą samodzielność, szczególnie gdy się ma wózek elektryczny. Przyznaję, że lubię tam jeździć, mam tam ulubioną knajpkę (nawet jestem rozpoznawalny w tej knajpce), przecież to oczywiste :P, ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsi są ludzie i to zarówno z Głogowa, jak i Ci z którymi jadę na ten turnus, czyli z Zabrza. Zawsze są to fantastyczne 2 tygodnie oderwania się od codzienności, a dzisiaj kiedy miałem okazję widzieć część tych ludzi, to aż mi łezka poleciała. I zdałem sobie sprawę, że spoiwem tych wszystkich ludzi jest prawdziwa miłość, ta cicha nie szukająca interesu i wygody... uosobiona właśnie w dzisiejszym błogosławionym, który jako jeden z nielicznych rozumiał osoby niepełnosprawne. Traktował ich całkowicie normalnie i bez zbędnej pomocy. Ale także dostrzegł wielki potencjał, jednym z głównych zadań Cichych Pracowników Krzyża jest: "chory do chorego, za pomocą zdrowego". Niepełnosprawny może bardziej i lepiej dotrzeć do innego niepełnosprawnego za pomocą osoby zdrowej, i tak tam się dzieje. Będąc tam na turnusie, niepełnosprawni i wolontariusze, wszyscy czujemy się równi i chyba to jest takie niesamowite dla mnie i jednocześnie ważne. Oj chciałbym, żeby traktowano osoby niepełnosprawne wszędzie tak samo, nie tylko w takich miejscach. Ale jest to zadanie moje i poniekąd wszystkich tych, którzy to czytacie :)
Nic, zmykam bo zbyt ładny dzień, żeby siedzieć przy komputerze :)
A jakby Wam się nudziło i chcielibyście trochę zagłębić się w Piśmie Świętym to zapraszam na stronę: http://www.jaslo.franciszkanie.pl/aktualnosci/, są tam moje komentarze do niedzielnych ewangelii.
Pozdrawiam wszystkich czytających:)
sobota, 4 maja 2013
Majówka
I znów trochę minęło od ostatniego wpisu ale po prostu korzystam z wiosny i pewnie niezbyt często będę się tu pojawiał, co nie znaczy, że wcale:)
Aktualnie jestem w Sandomierzu i jest to jedna z najlepszych majówek jaką miałem okazję przeżywać ostatnimi czasami. Jednak nim napiszę kilka słów o Sandomierzu, chcę się z Wami podzielić wrażeniami z pobytu w Krakowie z poprzedniego weekendu.
Otóż głównym powodem mojego wyjazdu było wesele mojej serdecznej znajomej, ale pojechałem już w piątek, by mieć okazję pospacerować elektrykiem po Krakowie, a także spotkać się z osobami, których dawno nie widziałem. Jedna osoba to nawet specjalnie przyjechała do Krakowa, za co byłem szczególnie wdzięczny. W sobotę świetnie się bawiłem na weselu (wybaczcie ale to zbyt prywatna rzecz, by na blogu opisywać hulanki swawole... itd. itp. :P ), a w niedzielę po 12-stce u Dominikanów miałem okazję odbyć samotny spacer po Kazimierzu... A muszę wam przyznać, że uwielbiam tę żydowską dzielnicę Krakowa. Kiepsko się jeździ, bo drogi brukowane, ale klimat nieziemski. Od dawna marzyłem, by móc się po szwendać bez celu i obranej trasy, tam gdzie mnie joystick zaprowadzi :) I tak się właśnie stało, miałem okazję pojeździć po różnych uliczkach, obserwowałem ludzi spacerujących, a przede wszystkim mogłem się nasycić tą chwilą samotności z wyboru. Był to dla mnie niezwykły czas poczucia się "sprawnym"...
Minęło trochę więcej niż tydzień i znów mam okazję spacerować elektrykiem, tym razem w Sandomierzu. I od razu piszę, że nie jest łatwo, gdyż sporo kamienistej drogi, która nie ułatwia jazdy. Ale jest też trasa dla rowerów, po której można bezproblemowo się poruszać i wszystkich zachęcam sprawnych i sprawnych inaczej do wyruszenia do Sandomierza. Pogoda co prawda nie rozpieszczała ale i tak udało się codziennie wyjść na spacer, czy to po starówce, czy to nad Wisłę, czy chociażby do pięknego parku. No i widać, że wiosna ruszyła pełną parą! Wszędzie tutaj zielono i bardzo spokojnie, naprawdę można tutaj odpocząć. Chociaż tak po prawdzie, to nie tylko przyroda pozwala mi tu odpoczywać, ale przede wszystkim rozmowy z moimi przyjaciółmi. Póki co to tyle w tym wpisie, zaraz obiad, a potem ostatni etap mojej Majówki, wypad na ranczo :)
Aktualnie jestem w Sandomierzu i jest to jedna z najlepszych majówek jaką miałem okazję przeżywać ostatnimi czasami. Jednak nim napiszę kilka słów o Sandomierzu, chcę się z Wami podzielić wrażeniami z pobytu w Krakowie z poprzedniego weekendu.
Otóż głównym powodem mojego wyjazdu było wesele mojej serdecznej znajomej, ale pojechałem już w piątek, by mieć okazję pospacerować elektrykiem po Krakowie, a także spotkać się z osobami, których dawno nie widziałem. Jedna osoba to nawet specjalnie przyjechała do Krakowa, za co byłem szczególnie wdzięczny. W sobotę świetnie się bawiłem na weselu (wybaczcie ale to zbyt prywatna rzecz, by na blogu opisywać hulanki swawole... itd. itp. :P ), a w niedzielę po 12-stce u Dominikanów miałem okazję odbyć samotny spacer po Kazimierzu... A muszę wam przyznać, że uwielbiam tę żydowską dzielnicę Krakowa. Kiepsko się jeździ, bo drogi brukowane, ale klimat nieziemski. Od dawna marzyłem, by móc się po szwendać bez celu i obranej trasy, tam gdzie mnie joystick zaprowadzi :) I tak się właśnie stało, miałem okazję pojeździć po różnych uliczkach, obserwowałem ludzi spacerujących, a przede wszystkim mogłem się nasycić tą chwilą samotności z wyboru. Był to dla mnie niezwykły czas poczucia się "sprawnym"...
Minęło trochę więcej niż tydzień i znów mam okazję spacerować elektrykiem, tym razem w Sandomierzu. I od razu piszę, że nie jest łatwo, gdyż sporo kamienistej drogi, która nie ułatwia jazdy. Ale jest też trasa dla rowerów, po której można bezproblemowo się poruszać i wszystkich zachęcam sprawnych i sprawnych inaczej do wyruszenia do Sandomierza. Pogoda co prawda nie rozpieszczała ale i tak udało się codziennie wyjść na spacer, czy to po starówce, czy to nad Wisłę, czy chociażby do pięknego parku. No i widać, że wiosna ruszyła pełną parą! Wszędzie tutaj zielono i bardzo spokojnie, naprawdę można tutaj odpocząć. Chociaż tak po prawdzie, to nie tylko przyroda pozwala mi tu odpoczywać, ale przede wszystkim rozmowy z moimi przyjaciółmi. Póki co to tyle w tym wpisie, zaraz obiad, a potem ostatni etap mojej Majówki, wypad na ranczo :)
czwartek, 18 kwietnia 2013
taki mały wpis...
I tak o to już ponad miesiąc minął od mojego ostatniego wpisu. A tyle zdążyło się wydarzyć w tym czasie, że aż trudno wszystko ogarnąć. I nawet nie będę próbował, bo za dużo tych rzeczy.
Przed świętami to praktycznie nie było szans tu zaglądnąć, bo trzeba było się zająć przygotowaniami, organizacją ludzi, którzy chcieli nam pomóc w tych przygotowaniach. A przede wszystkim dla mnie okres Świąt Wielkanocnych jest przygotowaniem się duchowym do wielkiego wydarzenia. I dla mnie święta zaczynają się od Wielkiego Czwartku, a kończą Niedzielą Zmartwychwstania. Zresztą to jest sedno naszej wiary, bo gdyby nie było Zmartwychwstania, to niczym by była nasza wiara w Jezusa i nasze zbawienie. A dla mnie ten świąteczny czas był szczególny, gdyż o. Gwardian poprosił mnie abym uczestniczył w Liturgii Wielkiego Czwartku w obrzędzie umycia nóg. Dzięki temu mogłem bardziej się wczuć w sytuację św. Piotra... Przyznaję, że jest to niezwykłe doświadczenie, gdy kapłan myje Ci nogi. I ta świadomość, że to tak naprawdę Jezus czyni... Niezwykłe dla mnie doświadczenie również z racji bycia niepełnosprawnym, jestem niejako przyzwyczajony, że ktoś zawsze mi w czymś pomaga, to jednak w tej sytuacji uświadomiłem sobie, jak bardzo musi nas Jezus kochać, żeby się "zniżyć" do naszego człowieczeństwa i nam usługiwać. Bardzo to było dla mnie cenne doświadczenie.
A po świętach jak mnie złapał nerwoból w prawym barku, to ponad tydzień nie mogłem prawie nic robić. Na szczęście moja praca polega głównie na tym, że ją mogę wykonywać głównie za pomocą myszki, dzięki temu mogłem wszystko czynić lewą ręką (a jestem leworęczny). Jednak pisanie na klawiaturze było praktycznie niemożliwe i głównie dlatego nie było wpisów... Dzisiaj jest już o wiele lepiej, ale ręka pobolewa i wciąż od czasu do czasu jeszcze dokucza... Trzeba przyznać, że te zbliżające się 2 czwórki w ilości wieku przeżytego dają mi wyraźnie do zrozumienia, że młodzieniaszkiem to ja już nie jestem.... :)
Oczywiście udało mi się, ale dopiero w samą procesję rezurekcyjną rozpocząć "sezon wózkowy", a dopiero w ostatnia niedzielę mogłem już na spokojnie pospacerować na elektryku. Za to w ten najbliższy weekend mam promocję z nieba. Otóż wybieram się do Krakowa na wesele znajomej. Jadę jutro tj. w piątek i wracam w niedzielę, biorę ze sobą elektryka więc wierzę, że będę miał okazję pospacerować po uliczkach starówki w Krakowie, a może i na Kazimierz się wybiorę, kto wie... ;) Będę miał okazję zobaczyć wiosnę w Krakowie, z czego naprawdę jestem szczęśliwy. Ale także spotkać kilka, jeśli nie kilkanaście, bardzo życzliwych mi osób :)
I na koniec chciałbym wszystkich zachęcić do odwiedzania strony www.jaslo.franciszkanie.pl (odnośnik jest u góry po prawej stronie) na której od soboty będą pojawiać się komentarze do niedzielnej Ewangelii mojego autorstwa.
Pozdrawiam wszystkich czytających...
Przed świętami to praktycznie nie było szans tu zaglądnąć, bo trzeba było się zająć przygotowaniami, organizacją ludzi, którzy chcieli nam pomóc w tych przygotowaniach. A przede wszystkim dla mnie okres Świąt Wielkanocnych jest przygotowaniem się duchowym do wielkiego wydarzenia. I dla mnie święta zaczynają się od Wielkiego Czwartku, a kończą Niedzielą Zmartwychwstania. Zresztą to jest sedno naszej wiary, bo gdyby nie było Zmartwychwstania, to niczym by była nasza wiara w Jezusa i nasze zbawienie. A dla mnie ten świąteczny czas był szczególny, gdyż o. Gwardian poprosił mnie abym uczestniczył w Liturgii Wielkiego Czwartku w obrzędzie umycia nóg. Dzięki temu mogłem bardziej się wczuć w sytuację św. Piotra... Przyznaję, że jest to niezwykłe doświadczenie, gdy kapłan myje Ci nogi. I ta świadomość, że to tak naprawdę Jezus czyni... Niezwykłe dla mnie doświadczenie również z racji bycia niepełnosprawnym, jestem niejako przyzwyczajony, że ktoś zawsze mi w czymś pomaga, to jednak w tej sytuacji uświadomiłem sobie, jak bardzo musi nas Jezus kochać, żeby się "zniżyć" do naszego człowieczeństwa i nam usługiwać. Bardzo to było dla mnie cenne doświadczenie.
A po świętach jak mnie złapał nerwoból w prawym barku, to ponad tydzień nie mogłem prawie nic robić. Na szczęście moja praca polega głównie na tym, że ją mogę wykonywać głównie za pomocą myszki, dzięki temu mogłem wszystko czynić lewą ręką (a jestem leworęczny). Jednak pisanie na klawiaturze było praktycznie niemożliwe i głównie dlatego nie było wpisów... Dzisiaj jest już o wiele lepiej, ale ręka pobolewa i wciąż od czasu do czasu jeszcze dokucza... Trzeba przyznać, że te zbliżające się 2 czwórki w ilości wieku przeżytego dają mi wyraźnie do zrozumienia, że młodzieniaszkiem to ja już nie jestem.... :)
Oczywiście udało mi się, ale dopiero w samą procesję rezurekcyjną rozpocząć "sezon wózkowy", a dopiero w ostatnia niedzielę mogłem już na spokojnie pospacerować na elektryku. Za to w ten najbliższy weekend mam promocję z nieba. Otóż wybieram się do Krakowa na wesele znajomej. Jadę jutro tj. w piątek i wracam w niedzielę, biorę ze sobą elektryka więc wierzę, że będę miał okazję pospacerować po uliczkach starówki w Krakowie, a może i na Kazimierz się wybiorę, kto wie... ;) Będę miał okazję zobaczyć wiosnę w Krakowie, z czego naprawdę jestem szczęśliwy. Ale także spotkać kilka, jeśli nie kilkanaście, bardzo życzliwych mi osób :)
I na koniec chciałbym wszystkich zachęcić do odwiedzania strony www.jaslo.franciszkanie.pl (odnośnik jest u góry po prawej stronie) na której od soboty będą pojawiać się komentarze do niedzielnej Ewangelii mojego autorstwa.
Pozdrawiam wszystkich czytających...
Subskrybuj:
Posty (Atom)