sobota, 11 stycznia 2014

O niesamowitej rodzinie

Długo się zastanawiałem co wybrać jako zdarzenie tygodnia, bo z racji WOŚP mogłoby się narzucać samo... Ale nie mam ochoty pisać to samo co roku, bo mój stosunek do tej sprawy się nie zmienił.Z resztą jest tego multum w internecie i można samemu sobie wyrobić zdanie na ten temat. Jedynie napiszę, że (a wpadło mi to ostatnio do głowy) jakbyś zapytał o nazwiska jakie ci się kojarzą z WOŚP-em? To pewnie powiedziałbyś: no oczywiście Jurek Owsiak..... no a dalej...  i tutaj zapadłaby taka niezręczna cisza, prawda? No i tak by się wydawało, że przez te wszystkie lata to Owsiak sam wszystko prowadzi, w każdej reklamie jest tylko On, a przecież za Nim jest armia ludzi, którzy odwalają tę czarną robotę... No ale ja przecież nie o tym miałem pisać :)

Podzielę się z Wami pewnym artykułem, który przeczytałem w ostatnim numerze zeszłego roku  Gościa Niedzielnego. Artykuł opisuje rodzinę, w której narodziły się trojaczki i wszystkie one mają dziecięce porażenie mózgowe. Było to niezwykle trudne doświadczenie dla rodziców tych dzieci. Szczególnie gdy odsunęli się od nich dotychczasowi tzw. przyjaciele... A i rodzina też się odsunęła, bo się bała, że będą musieli im pomagać... I tak sobie pomyślałem, że taki trudny czas u człowieka, gdy jest doświadczany jakimś bólem, cierpieniem, to jest to czas próby. To doświadczenie oddziałuje nie tylko na zainteresowanego ale także na otoczenie. Jest to prawdziwy sprawdzian naszych relacji z bliskimi. Wielu nie zdaje egzaminu, a to dlatego, że bardzo wyraźnie dostrzegamy odpowiedzialność za tych naszych bliskich. To właśnie wtedy okazuje się, czy jesteśmy tymi przyjaciółmi, bliskimi, za których się uważamy... Ale często pojawiają się inni, którzy nie znali nas przed tym trudnym doświadczeniem, i pomagają z całych sił. I tak też było w wypadku tej rodziny.

Mimo, że sam jestem niepełnosprawny, to ta rodzina wywarła na mnie ogromne wrażenie. Bo dobrze wiem ile pracy trzeba włożyć w rehabilitację, bo sam takową przechodziłem. A w tym wypadku trzeba to pomnożyć razy trzy...

I jeszcze jedną kwestię tutaj poruszę ale najpierw zacytuję kawałek artykułu: "Od początku otrzymywali pomoc z MOPS-u, ale kiedyś jedna z pracownic powiedziała Krystynie, że przychodzi tak ładnie ubrana i umalowana, a w ich domu jest zawsze czysto, że w niczym nie przypominają rodziny patologicznej, którą trzeba wesprzeć. Krystyna każdego ranka, nieważne czy wychodzi z domu, czy też nie, robi makijaż i ładnie się ubiera. – Tak jak inne kobiety do pracy – tłumaczy. – Musiałbym zacząć pić, żeby dostać pomoc – ironizuje Roman. – Gdyby zobaczyli u nas butelkę na stole – znalazłyby się pieniądze. To paradoksy naszego systemu opieki społecznej. Od kiedy Roman stracił pracę i zdecydował, że zostanie w domu, aby pomagać żonie, która nie jest w stanie sama dźwigać syna, utrzymują się z rent dzieci i jednego zasiłku pielęgnacyjnego. A stale potrzebne są pieniądze na nowe zakupy. A to na wózek dla Sławka, a to na sztuczną krtań dla niego." {GN (nr 51-52)}

Niestety to doświadczenie jest też i mi dobrze znane. Często ludzie myślą stereotypami, że jeśli jest niepełnosprawny w rodzinie, to musi klepać biedę. A kiedy rodzina zachowuje się w miarę normalnie na ile ta niepełnosprawność pozwala, ubiera się schludnie i nie wykazuje cech patologii, to wydaje się być rodziną podejrzaną...

Jednak nie chciałbym zbyt pesymistycznie kończyć tego posta. Zarówno w artykule jak i u mnie jest przewaga radości i optymizmu. Bo jest mnóstwo ludzi, którzy chcą pomóc i robią to z szczerego serca. Jedno jest tylko potrzebne. Trzeba być samemu otwartym. Pamiętajcie: Otwartość rodzi otwartość...

Ja osobiście dziękuje Bogu, że daje mi tak wspaniałych ludzi koło mnie. Bo to daje mi pewność życia w przyszłości:)

poniedziałek, 6 stycznia 2014

jazda po kieliszku to passé

Wydarzeniem, które w ostatnich dniach przykuło moją uwagę to wypadek w Kamieniu Pomorskim...
Niewątpliwie wielu z Was słyszało o nim, ale ja nie chcę epatować się tym dramatem, a bardziej chciałbym skupić się na reakcji mediów.

Oczywistą misją jest informować o wydarzeniach, ważne jest, by przekazać konkretne relacje z wypadku. Zwłaszcza jeśli chodzi o tak dramatyczny przebieg zdarzenia. Sporo z nas pewnie posmutniało gdy to usłyszało, pewnie też pomodliliśmy się w duchu za ofiary, ale i też za tego kierowce. I to dla mnie jest zrozumiałe. Ale nie mogłem już ścierpieć, gdy przez kolejne dni stacje informacyjne (w tej dyscyplinie niedościgniona jest stacja TVN24), byliśmy wręcz bombardowani kolejnymi informacjami o kierowcy, jego dziewczynie, jaki on jest, że chciał to zrobić ... itd. itp. W tej chwili mam wrażenie, że Ci pijani kierowcy są wszędzie, bo oczywiście jak tylko podobne zdarzenie następuje, to ta wiadomość staje newsem numer jeden!! A ja się pytam czy Ci pijani kierowcy nie mordowali wcześniej...?

I to gonienie za sensacją, powodują we mnie torsje kiszek!! Bo gdzie uszanowanie rodziny pokrzywdzonych?? Przecież jeśli włączali TV to musieli, czy tego chcieli czy nie, słuchać tego wszystkiego!! Zero uszanowania ich uczuć!!! Zupełne nieliczenie się z uczuciami tych, którzy opłakują ich. Przyznaje, że jest mi wstyd za tych, którym bliżej do hien cmentarnych niż tym, którzy prawdziwie im współczują... Zdaję sobie sprawę, że w ostrych słowach się wyrażam ale naprawdę jestem tym mocno zbulwersowany.

I tak sobie zadałem pytanie: a co by było gdyby zamiast 6 ofiar zginęłaby tylko jedna osoba? Szybko sobie na to pytanie odpowiedziałem: nic by nie było. Bo to już nie jest tak sensacyjne jak te nieszczęsne 6 ofiar...

Chciałbym Wam zwrócić uwagę jeszcze na jeden aspekt tej sprawy. Otóż kwestia alkoholu u kierowców nie jest przecież problemem młodym. Od lat mamy w Polsce z tym kłopot, mnóstwo ludzi już umarło z tego powodu. I niestety jeszcze wiele umrze. A dlaczego? Bo państwo zapomina o czymś takim jak profilaktyka. A czy nie byłoby mniej tych wypadków, gdybyśmy najpierw zaczęli od samych siebie wymagać i mocno postanowić: nie jeżdżę po kieliszku!!!  czy nie zmniejszyłaby się ta liczba, gdybyśmy w szkołach, we wszelkich mediach społecznego przekazu propagowalibyśmy trzeźwy styl życia, że taki właśnie styl jest OK!!??

I może zamiast podnoszenia akcyz na te wyroby, państwo zainwestowałoby właśnie w taką profilaktykę, która w przyszłości dałaby większe zyski??

Pytanie pozostawiam bez odpowiedzi...

niedziela, 5 stycznia 2014

Nadchodzą zmiany...

Kochani...

Z Nowym Rokiem pragnę rozpocząć swoją własną publicystykę :) Zrodził mi się pomysł, by stworzyć autorski wybór "zdarzenie tygodnia". Będzie to takie wydarzenie, które mnie jakoś zainspiruje czy też wzbudzi moje emocje i będzie godny mojego skomentowania. I nie koniecznie mogą to być wydarzenia z pierwszych stron mediów. Będę starał się publikować taki post w soboty lub niedziele, a najpóźniej w poniedziałek.
Nie będzie to łatwe, gdyż mogą się pojawić jakieś wyjazdy utrudniające ukazywanie się tegoż postu. No ale wtedy postaram się, mimo jakiegoś lekkiego spóźnienia, nadrabiać zaległości w pisaniu. Mam nadzieję, że to wszystko wypali i tego rodzaju posty będą się regularnie ukazywać. A pierwszy tego typu post pozwolę sobie najpóźniej jutro opublikować.

Również w dziale "lectio divina" postaram się wkleić wszystkie te komentarze do niedzielnych fragmentów Ewangelii, które ukazywały się na www.jaslo.franciszkanie.pl jak i aktualizować je na bieżąco.

Oczywiście nie zrezygnuję z postów opisujących, to co u mnie się dzieje, jak i też jakieś innego rodzaju moje przemyślenia.

W przyszłości planuję także trochę powspominać z różnych eskapad czy rekolekcji, jak i założyć etykietę: "moje ewangelizowanie". W niej będę odnotowywał wszystkie moje wyjścia ewangelizacyjne, rekolekcje, dawanie świadectw itd. Jednym słowem chcę ten blog trochę "rozruszać", zobaczymy jak to wszystko wyjdzie... Obym nie okazał się człowiekiem o słomianym zapale, ale to będzie i od Was zależeć. Jeśli tylko będziecie mnie mocno dopingować, to pewnie z większą motywacją będę to robił.

Jeszcze tylko jedna wskazówka natury technicznej, sprawdzajcie w dziale "Etykiety" (znajduje się na samej górze, po prawej stronie). Klikając w jedną z nich pojawią się posty tylko z tej danej etykiety, będzie wtedy łatwiej poszukać żądanego posta.

Pozdrawiam wszystkich czytających :)

wtorek, 31 grudnia 2013

Podsumowanie 2013!

Kochani!

I tak oto dotarliśmy do końca 2013 roku. Postanowiłem jakoś go sobie podsumować. I jak dumałem nad tym postem, to doszedłem do wniosku, że ten rok był różny. w niektórych dziedzinach było super, to na pozostałych trochę gorzej. Ale po kolei...

Praca...

Zaczynam od najgorszej strefy, by potem pisać tylko same dobre rzeczy. W tym roku straciłem pracę (nie przedłużono mi umowy) i nie zapowiada się, że będzie lepiej. Praca jest czymś co człowieka uszlachetnia dlatego nie zasypuje gruszek w popiele i staram się rozwijać w innych dziedzinach. Miałem okazję poczynić kilka komentarzy na jednym z jasielskich portali, za co bardzo dziękuję, jednak to nie jest do końca moja bajka. Dla mnie tworzenie prawdziwych, subiektywnych komentarzy społecznych, to przede wszystkim możliwość sprawdzenia informacji u źródła. Pisanie w oparciu o inne już utworzone komentarze, to trochę chodzenie po omacku. Można rykoszetem uderzyć niewinnego, a tego bym nie chciał. Niestety innej możliwości, by tworzyć takowe komentarze, nie mam, dlatego postanowiłem zaprzestać. W tym miejscu chcę bardzo serdecznie podziękować za umożliwienie mi popróbowania tychże komentarzy. Ale z pisania nie zrezygnuję, zresztą komentarze do niedzielnej Ewangelii na stronie u franciszkanów się pokazują i chyba mają się dobrze. Wierzę mocno, że jest to jedna z możliwych dróg mojego dalszego rozwoju :) i w niedalekiej przyszłości uda mi się wypłynąć z nowym projektem, czas pokaże :)

Zdrowie...

Jeśli chodzi o moje zdrowie, to poza małym wypadkiem w Sandomierzu, nic wielkiego się złego nie działo. I w sumie ten wypadek też nie był groźny, ale skutki leczenia były dość konkretne. Jak wiecie leżałem przez prawie 3 tygodnie w łóżku. I jak to nazwałem, odbyłem niesamowite rekolekcje. Doświadczenie ciszy, zatrzymania się, możliwości pomodlenia się, to było bezcenne doświadczenie. Wymagało przy tym sporo cierpliwości, ale warto było! Muszę tutaj wspomnieć o zdrowiu mojej mamy, które pod koniec roku troszkę szwankowało (zapalenie oskrzeli). Większość czytających pewnie wie, że mieszkam z moją mamą, która ma już 82 lata. Ogromnie mi wciąż pomaga no ale jej siły, choć bardzo ale to bardzo powoli, sukcesywnie słabną. To oczywiście oddziałuje i na moje możliwości m. in. pracownicze (podjąć mógłbym się tylko jakieś zadaniowej formy pracy), ale i w komunikowaniu się z innymi. Po prostu potrzeba nam więcej czasu na przygotowanie się do użyteczności publicznej, że to tak nazwę :) Jednak jestem wdzięczny Bogu, że wciąż jest przy mnie i można rzec, iż nawzajem sobie pomagamy :) Oby ten zbliżający się Nowy Rok był silniejszy i lepszy w tej dziedzinie :)

Przyjaciele...

No a w tej płaszczyźnie jest zdecydowanie najlepiej. Bo nie dość, że starzy, wypróbowani przyjaciele są przy mnie i wciąż mnie zaskakują :) To pojawiają się nowi, równie bliscy i niesamowici :) Nie wiem jakbym żył bez Was, ale na pewno to moje życie byłoby bardzo ubogie. Bez Was nie pokazywałby się tak często uśmiech na mej twarzy... Dziękuję Wam bardzo serdecznie... Świadomie nie wymieniam Ich, bo Oni wiedzą, że to o Nich... :)

Świat...

I tutaj musiałbym całkiem spory felieton napisać, ba, nawet kilka, a i tak nie wyczerpałbym tematu. Niewątpliwie ten rok pokazuje niepewność, kruchość świata. Zasady, które były od wieków niewzruszone, zmieniają się. Widać sporo smutku na tym świecie, brak perspektyw, lęk o przyszłość, wszystko to powoduje ogromne znużenie i zgorzknienie wśród ludzi. Dlatego napiszę tutaj to co napawa mnie ogromną radością, a przede wszystkim nadzieją. Jest Nim Papież Franciszek! Człowiek wiary o Wielkim Sercu, jest swoistą lampą na tym świecie, która rozjaśnia wszelkie Jego mroki. Wszystko to co mówi, pisze, daje ogromną nadzieję na życie pełne Miłości i Pokoju. Trzeba nam tylko wsłuchiwać się to co mówi do nas. Tylko błagam Was, nie poprzez media, które stosują permanentną nadinterpretację! Manipulują czym się da, by osiągnąć swój cel. Tylko czytając źródłowe teksty i włączając nasze myślenie zrozumiemy co nam chce powiedzieć Papież Franciszek! Wysilmy się trochę, bo warto!

Życie Duchowe...

Na koniec chcę w kilku słowach napisać o tym, co się w moim wnętrzu zmienia, w kontekście tych wszystkich powyższych płaszczyzn.
Niewątpliwie jest i w moim sercu sporo lęku, jednak z ufnością wkroczę ten Nowy Rok. Bo wielokrotnie Jezus zapewniał mnie o Jego obecności i dawania mi tego co najlepsze. Wziął mi pracę, ale jednocześnie jest ogromne pragnienie ewangelizowania przez różne formy przekazu, m. in. ten blog jest takim przekaźnikiem :) Ale wróble ćwierkają, że w tym roku będą też inne formy ewangelizowania, o których będę Was informował.
Jezus daje mi praktycznie na każdym kroku odczuć, że nie będę sam. Przecież mam tylu w koło siebie fantastycznych dobrych ludzi, którzy mi pomagają w różny sposób.Stąd rodzi się wielka ufność Bogu, że będzie mnie prowadził dalej. Ale też, że będę i ja mógł dawać Wam, poprzez uśmiech, słowo, gesty i wszystkimi talentami, którymi mnie obdarzył Pan...

Na koniec...

Mam świadomość, że nie opisałem wszystkiego co się wydarzyło w tym roku. Ale nie to było moim zamierzeniem, chciałem się z Wami podzielić tym wszystkim, co noszę dzisiaj w swoim sercu.
I życzę Wam, byście odważnie i radośnie weszli w ten rok 2014, bo gdziekolwiek pójdziesz to Jezus będzie szedł koło Ciebie...

I tak zupełnie na koniec, niech ta muza osłodzi Wam dzisiejszy dzień: Where You Go I Go

piątek, 1 listopada 2013

wszyscy święci balują w niebie ;)

      Tym tytułem chciałem przerwać to dłuższe milczenie informując wszem i wobec, że moja noga znacznie lepsza :) Dziękuję za każde dobre słowo te napisane i usłyszane, a przede wszystkim za modlitwę. Jeszcze co prawda nie zaleczona całkowicie, ale już mogę częściej na wózek wskakiwać i móc świętować dzisiaj ze wszystkimi tymi na górze, którzy mają niezłą imprezę :) :) :)
    
      Bardzo się cieszę, że mogę uczestniczyć aktywnie w dzisiejszym święcie. A to dlatego, że będąc na cmentarzu mogę po obcować z tymi którzy mnie wyprzedzili ;) To naprawdę jest super kiedy możesz wspominać dobrych ludzi, których wśród nas już nie ma. I z jednej strony czujemy ten brak pomocnej dłoni, ale z drugiej wierzysz, że oni nie przestali Ci pomagać. Ja w każdym razie wyraźnie czuję pomoc ze strony mego ojca...
    
      Chciałbym z Wami podzielić się jeszcze jedną rzeczą, którą będę żył przez najbliższe 54 dni. Nie wiem czy słyszeliście o pewnej nowennie opartej na modlitwie różańcowej. Nazywa się Nowenna Pompejańska, odmawia się ją właśnie przez 54 dni. Bo składa się z 3 nowenn przebłagalnych i 3 dziękczynnych. W ciągu dnia odmawia się cały różaniec, czyli 4 części :) Kiedy ta nowenna powstawała nie było jeszcze tajemnic światła i dlatego nie musi się jej odmawiać, ale oczywiście jest zachęta, by odmawiać i tę część :) Wszelkie bliższe informacje znajdziecie tutaj. Czytając o wszystkich niesamowitych łaskach, a nawet cudach, które za przyczyną tej nowenny się działy, postanowiłem i ja tą nowenną się modlić. Ci którzy lepiej mnie znają wiedzą, że modlitwa różańcowa nie jest najsilniejszą moją stroną. Jednak poczułem impuls na tyle mocny, że pragnę w ten sposób zbliżyć się do Mateczki Kochanej. Wierzę, że ten czas będzie niezwykle owocny. Oczywiście proszę też w jednej konkretnej intencji, której tu nie przedstawię, bo to zbyt intymna i delikatna sprawa... Ale może kiedyś się tym podzielę, czas pokaże:) W każdym razie jest to pewne wyzwanie dla mnie.

      I z ostatniej chwili... pięknie Jasło dzisiaj widać z cmentarza na górce, będąc u taty mogłem się pomodlić i podumać na spokojnie. Oj jak ja dziękuję Bogu, że mam elektryka.... :)

      Trzymajcie się ciepło wszyscy, którzy to czytają :)