niedziela, 9 marca 2014

Garść myśli

Jest wieczór niedzielny, słucham zespołu Blackmore's Night (taki folk), fajny zespół :) Właśnie mama przyniosła mi herbatkę z cytrynką, ci którzy ją pili wiedzą, że to pyszności :) No i zasiadłem do kompa, by coś napisać. Chciałoby się o jakiś lekkich i łatwych tematach skrobnąć, ale chyba miałbym kaca moralnego, gdybym nie napisał kilka słów o ostatnich wydarzeniach, które wstrząsnęły światem..

Pójdę chronologicznie, a zatem - Olimpiada w Soczi.
Oj dla Polski to były piękne igrzyska :) I dla mnie, bo jakoś odnoszę wrażenie, że człowieczeństwo i hart ducha jest w cenie! No bo jak inaczej mam komentować sukcesy naszych złotych medalistów!
Kowalczyk - ze złamanym śródstopiem zaszalała na 10 km klasykiem. Dała niezwykły popis, ten sukces miałem okazję oglądać i płakałem z radości :) Bo wiem co to znaczy ból... i go pokonywać, niekoniecznie tylko fizyczny, bo i duchowy też znam... Jestem pewien, że po latach, gdy będą pytać Kowalczyk o medal, który najcenniejszy, to na bank będzie mówić, że ten w Soczi. Bo tak jest w życiu, że jeśli sporo jest ofiary, to smak wygranej, osiągnięcia celu, najlepiej smakuje. A to dlatego, że masz poczucie całkowitego spełnienia. Po prostu ze strony ludzkiej wiesz, że zrobiłeś wszystko!
Stoch - no ten człowiek mnie po prostu rozwala! I nie dlatego, że nie kryje się ze swoją wiarą, choć to też, ale przede wszystkim tym, że jest niezwykle pokorny ... i ludzki. Zrobił na mnie niezwykłe wrażenie już po turnieju 4 skoczni, gdy będąc faworytem godnie przegrał. Wyciągnął wnioski no i mamy taki efekt!!
Bródka - no i tu kolejny wielki bohater, no bo przy takich warunkach w jakich trenował, taki wynik :) A komentator (Dembowski) chyba przeszedł samego siebie z tym komentarzem :) No i jaką cudowną rodzinkę ma ten nasz cudowny panczenista, córeczka to po prostu klękajcie narody :) W sumie to się nie dziwię, że mając taką podbudowę w swej rodzinie, osiąga takie sukcesy. Strach pomyśleć, co by było gdyby ten nieszczęsny tor był w Polsce...
Pozostali też dali wiele radości i na koniec tego wątku taka refleksja:
Jak się ma zdrową rodzinę, w której jest miłość i pełna zgoda, panuje akceptacja siebie, zrozumienie drugiej osoby, no to potem są wyniki...
I tak jest w każdej sytuacji, jeśli zaplecze masz zdrowe, to nie ma się o co bać w przyszłości.

No a teraz o wiele smutniejsze wydarzenie - wydarzenia na Ukrainie.
Za dużo mam myśli, których nie jestem w stanie spisać. Jedyne co chcę bardzo napisać, to podzielić się tym co przeżywałem, gdy w szczególny sposób łączyłem się z nimi na Majdanie w nocy poprzedzającej tą masakrę...
Nie mogłem wtedy spać, modliłem się za nich i chciałem wiedzieć, czy czasem coś się tam nie wydarzyło nowego. Włączyłem TV, a było koło 3 nad ranem naszego czasu, przeglądnąłem kanały i okazało się, że tylko 2 telewizje nadawały na żywo: TVN24 i TV Republika. Ale na TVN-ie było z tłumaczeniem, koślawym bo koślawym, no ale zawsze. A chciałem mieć tłumaczenie, bo natrafiłem na..... modlitwę, przyznam, że byłem w szoku. Bo do tej pory na żadnej antenie nie było o tym mowy, że na scenie razem z prowadzącymi wiec byli też księża katoliccy, greckokatoliccy jak i prawosławni... A wtedy gdy włączyłem zaczynał się właśnie różaniec, no i modliłem się razem z nimi... Następnego dnia w czwartek nastąpiły te koszmarne chwile, płakałem i modliłem się za tych wszystkich ludzi, którzy walczyli i ginęli... A nasze telewizje mówiły o wszystkich dramatycznych chwilach ale o modlitwie na Majdanie nie wspominali... Dopiero w Gościu Niedzielnym miałem okazję poczytać kilka świetnych artykułów na ten temat. I teraz mogę śmiało powiedzieć, że gdyby nie stała modlitwa, bo tam bez przerwy się modlą, jest specjalny namiot ekumeniczny, to rozmiar przelanej krwi byłby o wiele większy!!! I tylko modlitwa może nas wszystkich uratować od tego szaleńca Putina, nie chcę go brzydkimi słowami określać, nie warto...
I znów taka mała refleksja: krytykować Kościół jest nam łatwo, ale jeśli jest potrzebna pomoc to wiemy, gdzie iść... A tam stanął na wysokości zadania, bo wszystkie kościoły były przez ten czas otwarte, były za szpitale polowe, noclegownie, schronienie. Nie pytano o wyznanie, po prostu pomagano... Wierzę, że w tym wszystkim Bóg zwycięży...
I jeszcze jedna rzecz: nam wierzącym jest łatwiej czekać końca świata, bo Panem naszym Jezus Chrystus i On nas poprowadzi :)

I na koniec jeszcze jedno smutne wydarzenie - nieudana aborcja.
Chciałbym jeszcze wspomnieć o innym zdarzeniu, które było u nas w Polsce a konkretnie we Wrocławiu. Otóż dokonano tam nieudanej próby uśmiercenia dziecka, które było już w 22/23 tygodniu ciąży. Nasze prawo dopuszcza uśmiercanie do 22 tygodnia, czyli było to już na granicy. No i nastąpiło pewne kuriozum, bo lekarze byli zaskoczeni, że to dziecko wciąż żyło. No i gdy już było na zewnątrz to nie mogli inaczej jak zacząć ratować!! Czujecie!!! Jak było w łonie, można go było zabić, ale już na zewnątrz, to go ratowali. Przecież to jakiś absurd!!! Czy człowiekiem staję się dopiero, gdy będę już na zewnątrz????? Niestety to dziecko (dziewczynka) zmarło, ale wciąż jestem w ogromnym szoku. Jak można w sposób obłudny podchodzić do tego tematu, szczęśliwcy Ci, którzy tworzą takie bezduszne prawo, bo już się narodzili i chodzą po tym świecie!!!... A w Belgii będzie już można legalnie zabijać takie dzieci jak ja... I powiedzcie mi czy świat nie zwariował???....

Ale żeby tak smutno nie kończyć to chcę jedno napisać:
Każdy z wierzących Jezusowi powinien zakasać rękawy i brać się do roboty!! Zacząć od modlitwy za tych wszystkich, którzy opluwają i wyszydzają Jezusa i głosić Jego Słowo Życia. Bo każdy z nas jest powołany do tego, by dzielić się tą Miłością jaką nas obdarzył Ojciec!!!
I wiecie co? Jestem pewien, że Ci którzy spotkają osobiście Jezusa i doświadczą Jego prawdziwej Miłości, będą w stanie przemienić ten świat. Tylko przestańmy się bać, bo mamy największe "plecy" świata :)
Pozdrawiam wszystkich czytających!

sobota, 8 marca 2014

Bądź prawdziwym Apostołem Jezusa Chrystusa!

Chciałem moją relację-świadectwo zacząć właśnie tymi słowami wypowiedzianymi przez Sługę Bożego Ks. Franciszka Marie od Krzyża Jordana, Założyciela Salwatorianów. 

To ogólnopolskie spotkanie odbyło się na Zakrzówku w Krakowie u ks. Salwatorianów, prawie miesiąc temu. Niestety z różnych powodów nie bardzo mogłem tej relacji wcześniej umieścić. Ale to może i lepiej, bo z dystansu lepiej mi się pisze :)

Może nie uwierzycie, ale jechałem z pewną nieśmiałością i sporą tremą. Sam byłem trochę tym zaskoczony, bo w końcu nie pierwszy raz będę głosił i dzielił się swym świadectwem. A jednak świadomość spotkania się z zupełnie nową jak dla mnie duchowością, powodowało we mnie chęć obserwacji i wsłuchiwanie się w ten klimat przepełniony duchem misji.

Dziękuję Bogu za poruszenie serca u Moniki, która poprosiła mnie abym pojechał jako gość tego spotkania, a także ks. Pawła Fiącka, który okazał się nie tylko wielkim sercem ale i wzrostem, a także odwagą zapraszając mnie na to spotkanie :)



Nie będę z drobiazgową dokładnością opowiadał co było, kto co mówił, bo to wszystko możecie przeczytać na stronie: http://wms.sds.pl/  Ja skupię się jedynie na moich doświadczeniach z tego czasu.

Zawsze gdy mam okazję i możliwość modlenia się przed Jezusem Eucharystycznym, to moje serce napełnia się ogromną radością. Nie mam za dużo podobnych okoliczności, by móc swobodnie podejść sobie do kaplicy i patrzeć Jezusowi prosto w oczy. I choćby tylko to miałoby być owocem tego czasu, to już byłoby bardzo wiele. Ale Pan Bóg jest niezwykle hojny i dał o wiele więcej.  Dzieląc się swym świadectwem w pt wieczorem


A także konferencją w sobotę czy nawet w niedzielę kiedy pragnąłem dopowiedzieć kilka słów






To były niezwykłe dla mnie momenty, opowiadając o swym skromnym doświadczeniu przeżywanego cierpienia jak i też dzieląc się swym życiem duchowym. Ale ogromnie byłem wdzięczny Bogu za możliwość bycia wolontariuszem choć przez chwilę. W sobotę po południu wszyscy uczestnicy wyruszyli do różnych ośrodków pomocy społecznej, domów dziecka, szpitali i tym podobnych. Również i ja wyruszyłem do DPS na ul. Łanowej, oj mieszane uczucia miałem. Bo w końcu poruszam się na wózku i byłem bardzo ciekaw jak będę odebrany w takim miejscu. Przecież gdybym nie miał tak cudownej rodziny i przyjaciół jakich mam, to mógłbym być jednym z takich pensjonariuszów w takim domu...

Pani kierowniczka, prawie moja krajanka, bo pochodząca z Gorlic, którą serdecznie pozdrawiam, opowiedziała nam o całej działalności tego domu. No a potem poszliśmy, by na tyle ile umiemy podzielić się miłością. Spotkałem prześlicznego chłopaka - Dawid, które choruje na czterokończynowe dziecięce porażenie mózgowe. Niezwykle radosny i o pięknym uśmiechu. Z początku, przyznaję, że czułem się trochę nieswojo, ale po chwili już bawiliśmy się na całego. Malowaliśmy twarze, robiliśmy z baloników pieski, które nie za bardzo chciały nam wychodzić, a przede wszystkim dużo śpiewaliśmy. Trudno było porozmawiać, bo te osoby miały dość głębokie upośledzenie, ale tych radosnych oczu, to nie zapomnę nigdy... To było dla mnie niezwykłe doświadczenie, za które bardzo dziękuje Bogu. I chyba jeszcze bardziej doceniam dar swego życia, i że jestem właśnie taki, a nie inny...

A same spotkanie było niezwykle intensywne, dużo ciekawych i konkretnych rozmów. I w wielu uczestniczących dostrzegłem niezwykły płomień zakorzeniony w ich sercach. Od razu się czuło, że to przyszli prawdziwi misjonarze. Choć pewnie wielokrotnie będą musieli oczyszczać swe motywacje i wiele jeszcze pracy przed nimi, a przede wszystkim modlitwy. Z mojej strony mogę zapewnić o swojej za Was... :)

Muszę jeszcze o jednym momencie wspomnieć i bardzo podziękować Bogu za Paulinę (mam nadzieję, że dobrze pamiętam imię). Mówię tutaj o sobotniej Drodze Krzyżowej, która wywarła na mnie ogromne wrażenie. Była zupełnie inna od tych, w których uczestniczyłem. Bo to było niezwykłe świadectwo Pauliny z pobytu misyjnego w Ziemi Świętej w domu "Beit Emmaus". Każda stacja Drogi Krzyżowej była dzieleniem się jej doświadczeniami z pobytu, a na rzutniku mieliśmy okazję oglądać zdjęcia, które przedstawiały osoby przebywające w tym domu, jak i zwykły dzień pracy wolontariusza.



Pochylanie się nad kolejnymi stacjami drogi i jednoczesne oglądanie osób chorych, godnie znoszących swe cierpienie było niezwykłym doświadczeniem. W wielu twarzach kobiet pokazanych, chorych i cierpiących arabskich kobiet mogłem dostrzec tę niezwykłą Miłość Jezusa. Zaiste, niezwykła to droga była, Bóg zapłać!

niedziela, 23 lutego 2014

najświeższe wiadomości

Kochani... piszę tego krótkiego posta coby poinformować, że nie zginąłem ani nic mi się nie dzieje ;) A jedynie mam mnóstwo pracy z przygotowaniami do rekolekcji. Dla mnie już Wielki Post się zaczął, bo przygotowuję tematy na rekolekcje parafialne w Strzebinie, które zaczną się w środę popielcową (proszę o modlitwę). A i później też mam zaproszenie do Gorlic na jednodniowe spotkanie z młodzieżą w ramach ich rekolekcji szkolnych. Pewnie uda mi się podzielić z Wami wrażeniami z tych wydarzeń. Ale jeszcze w tym tygodniu napiszę moje wrażenia z Ogólnego Spotkania Wolontariatu Misyjnego "Salwator". Odbyło się tydzień temu w Krakowie. Teraz tylko napiszę, że był to dla mnie bardzo owocny czas. A więcej już wkrótce!
Jeszcze jedna sprawa, komentarze do niedziel też chwilowo zawiesiłem ale od I Niedzieli Wielkiego Postu wrócą :) Niestety moje ręce nie pozwalają na długie pisanie i stąd muszę wybierać... Pozdrawiam wszystkich czytających :)

niedziela, 19 stycznia 2014

współczesne wychowanie..

Pewnie pamiętacie sprzed kilku dni tragedię jaka rozegrała się w Suwałkach... "Matka, 16-latek i trójka jego rodzeństwa trafili do Miejskiego Centrum Interwencji Kryzysowej, ponieważ z biedy stracili dach nad głową. Gdy sąd zdecydował, że matka sobie nie radzi, a rodzinę trzeba rozdzielić, doszło do tragedii...." I niestety 16-latek odebrał sobie życie... Inny przypadek, który zakończył się o wiele bardziej optymistycznie niż powyższy, to sprawa odebrania dziadkom opieki nad dzieckiem z powodu... otyłości. Tutaj na szczęście sąd nie widział przesłanek, żeby dziecka odbierać dziadkom...

Niestety takich przypadków jest coraz więcej, kiedy to MOPS lub kurator postanawiają ingerować w rodzinę i odbierać im dzieci. By oddać prawdę, zdarzają się przypadki w pełni uzasadnione, bo rodzina wykazuje cechy patologiczne. Ale coraz więcej jest absurdalnych przypadków, w których ta ingerencja jest co najmniej niepotrzebna, a najczęściej nie adekwatna do zaistniałej sytuacji, żeby nie powiedzieć, że jest irracjonalna. Bo często okazuje się, że gdyby takim rodzinom zapewnić pomoc, częstsze odwiedziny pracownika socjalnego, okazanie pomocy w załatwieniu różnych spraw, mogłoby spowodować poprawę ich sytuacji bytowej. Co w konsekwencji umożliwiłoby utrzymanie więzów tej rodziny, a dzieci miałyby zagwarantowaną miłość swych rodziców, czy najbliższych opiekunów.

Dzisiejszy świat w imię dobra, coraz częściej zaczyna nam zaglądać do naszych domów, naszych portfeli. Zaczyna nas instruować, że nie wolno dać klapsa, powinniśmy wychowywać bezstresowo, a jak brakuje nam pieniędzy na wychowanie, to odpowiednia jednostka socjalna wkroczy i zabierze nam dzieci... Tylko w tym wszystkim zapominamy o samych dzieciach i jakie to spustoszenie emocjonalne się dzieje, kiedy wg prawa odbieramy je rodzicom, bo np. nie mają pieniędzy na ich utrzymanie...

Przyznam się Wam, że nie mogę znaleźć artykułów opisujących co się dzieje dalej z takimi odebranymi dziećmi, jakie potem one są, na kogo wyrastają. Czy faktycznie dzięki wychowaniu przez państwo stają się wspaniałymi obywatelami naszego kraju... Śmiem wątpić, że na takich przykładnych obywateli wyrastają. Bardziej jestem skłonny uwierzyć, że dopiero teraz zaczynają się problemy z ich wychowaniem. Albo dzieje się tak jak z tym 16-latkiem...


I zamiast dać konkretną pomoc takiej rodzinie, by te dzieci mogły mieć matkę, ojca, brata, siostrę, by ta miłość jaką obdarzają ich najbliżsi dawała poczucie bezpieczeństwa i szansę prawdziwego rozwoju, to wyrywamy je, jak nie przyrównując, chorego zęba i to z korzeniami...

Oczywiście bezdyskusyjna jest sprawa gdy w rodzinie to dziecko jest w jakikolwiek sposób wykorzystywane. Wtedy ingerencja państwa jest wręcz niezbędna. Jednak nacisk powinien być kładziony na dobre rozeznanie problemu danej rodziny, bo tylko wtedy możemy prawdziwie pomóc. Bo jak tak dalej pójdzie, to z byle powodu będą wkraczać w nasze życia i zabierać nam dzieci, bo np. "krzywo" popatrzyliśmy na nie, albo zbyt mocno podniesiemy głos... Nie dajmy się zwariować...

sobota, 11 stycznia 2014

O niesamowitej rodzinie

Długo się zastanawiałem co wybrać jako zdarzenie tygodnia, bo z racji WOŚP mogłoby się narzucać samo... Ale nie mam ochoty pisać to samo co roku, bo mój stosunek do tej sprawy się nie zmienił.Z resztą jest tego multum w internecie i można samemu sobie wyrobić zdanie na ten temat. Jedynie napiszę, że (a wpadło mi to ostatnio do głowy) jakbyś zapytał o nazwiska jakie ci się kojarzą z WOŚP-em? To pewnie powiedziałbyś: no oczywiście Jurek Owsiak..... no a dalej...  i tutaj zapadłaby taka niezręczna cisza, prawda? No i tak by się wydawało, że przez te wszystkie lata to Owsiak sam wszystko prowadzi, w każdej reklamie jest tylko On, a przecież za Nim jest armia ludzi, którzy odwalają tę czarną robotę... No ale ja przecież nie o tym miałem pisać :)

Podzielę się z Wami pewnym artykułem, który przeczytałem w ostatnim numerze zeszłego roku  Gościa Niedzielnego. Artykuł opisuje rodzinę, w której narodziły się trojaczki i wszystkie one mają dziecięce porażenie mózgowe. Było to niezwykle trudne doświadczenie dla rodziców tych dzieci. Szczególnie gdy odsunęli się od nich dotychczasowi tzw. przyjaciele... A i rodzina też się odsunęła, bo się bała, że będą musieli im pomagać... I tak sobie pomyślałem, że taki trudny czas u człowieka, gdy jest doświadczany jakimś bólem, cierpieniem, to jest to czas próby. To doświadczenie oddziałuje nie tylko na zainteresowanego ale także na otoczenie. Jest to prawdziwy sprawdzian naszych relacji z bliskimi. Wielu nie zdaje egzaminu, a to dlatego, że bardzo wyraźnie dostrzegamy odpowiedzialność za tych naszych bliskich. To właśnie wtedy okazuje się, czy jesteśmy tymi przyjaciółmi, bliskimi, za których się uważamy... Ale często pojawiają się inni, którzy nie znali nas przed tym trudnym doświadczeniem, i pomagają z całych sił. I tak też było w wypadku tej rodziny.

Mimo, że sam jestem niepełnosprawny, to ta rodzina wywarła na mnie ogromne wrażenie. Bo dobrze wiem ile pracy trzeba włożyć w rehabilitację, bo sam takową przechodziłem. A w tym wypadku trzeba to pomnożyć razy trzy...

I jeszcze jedną kwestię tutaj poruszę ale najpierw zacytuję kawałek artykułu: "Od początku otrzymywali pomoc z MOPS-u, ale kiedyś jedna z pracownic powiedziała Krystynie, że przychodzi tak ładnie ubrana i umalowana, a w ich domu jest zawsze czysto, że w niczym nie przypominają rodziny patologicznej, którą trzeba wesprzeć. Krystyna każdego ranka, nieważne czy wychodzi z domu, czy też nie, robi makijaż i ładnie się ubiera. – Tak jak inne kobiety do pracy – tłumaczy. – Musiałbym zacząć pić, żeby dostać pomoc – ironizuje Roman. – Gdyby zobaczyli u nas butelkę na stole – znalazłyby się pieniądze. To paradoksy naszego systemu opieki społecznej. Od kiedy Roman stracił pracę i zdecydował, że zostanie w domu, aby pomagać żonie, która nie jest w stanie sama dźwigać syna, utrzymują się z rent dzieci i jednego zasiłku pielęgnacyjnego. A stale potrzebne są pieniądze na nowe zakupy. A to na wózek dla Sławka, a to na sztuczną krtań dla niego." {GN (nr 51-52)}

Niestety to doświadczenie jest też i mi dobrze znane. Często ludzie myślą stereotypami, że jeśli jest niepełnosprawny w rodzinie, to musi klepać biedę. A kiedy rodzina zachowuje się w miarę normalnie na ile ta niepełnosprawność pozwala, ubiera się schludnie i nie wykazuje cech patologii, to wydaje się być rodziną podejrzaną...

Jednak nie chciałbym zbyt pesymistycznie kończyć tego posta. Zarówno w artykule jak i u mnie jest przewaga radości i optymizmu. Bo jest mnóstwo ludzi, którzy chcą pomóc i robią to z szczerego serca. Jedno jest tylko potrzebne. Trzeba być samemu otwartym. Pamiętajcie: Otwartość rodzi otwartość...

Ja osobiście dziękuje Bogu, że daje mi tak wspaniałych ludzi koło mnie. Bo to daje mi pewność życia w przyszłości:)