czwartek, 23 maja 2013

o SDM-ie, turnusie i Papieżu

Wczoraj byłem na koncercie SDM-u i muszę przyznać, że fajnie było sobie przypomnieć parę znanych kawałków, niestety w uboższych aranżacjach. Widoczny był jednak brak Marka Czerniawskiego (ten co na skrzypcach, nie mylić z altówką:)), jakoś tak smutniej na tym koncercie było. No i Myszkowski praktycznie samiutki jeśli chodzi o śpiew. Ale i tak fajnie było posłuchać:) Muszę jednak coś do tego dodać, otóż do szewskiej pasji doprowadzają mnie nie wyłączone komórki podczas czegokolwiek!!! Idzie zwariować, wczoraj też, chyba ze 3 razy komuś dryndało!!! Ja rozumiem, że każdy potrzebuje mieć kontakt z bazą, ale przecież ta baza stała na scenie!!! A jak oczekiwał jakiegoś ważnego telefonu, to przecież wyciszony można zrobić i nie przeszkadzać pozostałym. Kiedyś to było nie do pomyślenia, że podczas seansu filmowego, czy koncertu, czy mszy św., bierze ktoś komórkę i dzwoni, a w tej chwili to w trakcie rozmowy np. przy kawie, kiedy słyszymy dzwonek, natychmiast musimy zaglądnąć kto to też zadzwonił... Dla mnie to brak szacunku wobec osoby, z którą pijemy tą kawę czy cokolwiek. Wygląda to tak jakbyśmy byli uwiązani przez te telefony, wystarczy jeden dźwięk i nie wiem cobyśmy robili, to będziemy ręką sięgać po niego i rozmawiamy jakby nigdy nic. Wracając do koncertu to jeszcze napiszę, że spodobała mi się jedna piosenka, którą zagrali w 4 (bodajże) bisie: I tylko Ty sam. No po prostu miodzio:) Sądzę, że to będzie równie znana jak "Czwarta nad ranem" czy "Bieszczadzkie Anioły" i inne ich przeboje. Wklejam link do posłuchania: https://www.youtube.com/watch?v=LRUEkTC-X3I

Poza tym, to muszę się podzielić radosną wieścią, otóż raczej uda się mi pojechać na turnus do Głogowa. Dostałem zapewnienie od kierownika z pracy, że przy ewentualnym przedłużeniu umowy o pracę to dostanę urlop, no bo jeśli nie przedłużą jej, to i tak będę miał przecież duuużo czasu...  A o ewentualnym przedłużeniu  dowiem się koło połowy czerwca. Staram się dystansować od tego wszystkiego, ale nie jest to łatwe. Sytuacja na rynku pracy w Polsce nie najciekawsza, zwłaszcza jeśli chodzi o osoby niepełnosprawne, ale co ma być to będzie. Może trzeba będzie nowy rozdział w życiu rozpocząć... kto wie :)

Właśnie mi przynieśli paczkę z książkami, szczególnie czekałem na "Papież Franciszek, Jezuita", jest to wywiad rzeka z Papieżem. jestem ogromnie ciekaw tego co mówi, jest niezwykłym człowiekiem. Oczywiście podzielę się z Wami moim wrażeniami tej książki. Ale to za jakiś czas... Nic zmykam czytać, pozdrowienia dla czytających :)

sobota, 11 maja 2013

bł. Novarese

Podzielę się z Wami kilkoma myślami związanymi z dzisiejszym dość ważnym dniem dla mnie. Otóż dzisiaj w Rzymie w Bazylice Pawła Za Murami, kard. Bertone ogłosił ks. Luigi Novarese błogosławionym. Nie będę tutaj opisywał całego Jego życiorysu, a jedynie napiszę, że był niezwykle otwartym człowiekiem na osoby niepełnosprawne i głównie z ich pomocą utworzył wiele ważnych dzieł m. in. Cichych Pracowników Krzyża, którzy mają też dom w Głogowie. To tam razem z moimi przyjaciółmi ze stowarzyszenia "Modlitwa i Czyn" z Zabrza jadę na coroczny turnus rehabilitacyjny. Dla tych wszystkich, którzy chcą coś więcej się dowiedzieć o błogosławionym kieruję na stronkę: http://www.cisi.pl/cvs/ks-pralat-luigi-novarese.

Ja chciałbym raczej kilka słów napisać w związku z tymi wyjazdami turnusowymi do Głogowa, które mam okazję co roku przeżywać. Nie wiem co prawda, czy w tym roku uda mi się pojechać, decyzja zapadnie w najbliższych dniach, ale jest to jeden z nielicznych domów rehabilitacyjnych, w którym gości radość i nadzieja... A bywałem już w różnych miejscach i jakoś odnosiłem wrażenie, że te domy bardziej mi przypominają o końcu życia a nie jego pełni. Jest w pełni funkcyjny dla takich jak ja, a przede wszystkim daje dużą samodzielność, szczególnie gdy się ma wózek elektryczny. Przyznaję, że lubię tam jeździć, mam tam ulubioną knajpkę (nawet jestem rozpoznawalny w tej knajpce), przecież to oczywiste :P, ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsi są ludzie i to zarówno z Głogowa, jak i Ci z którymi jadę na ten turnus, czyli z Zabrza. Zawsze są to fantastyczne 2 tygodnie oderwania się od codzienności, a dzisiaj kiedy miałem okazję widzieć część tych ludzi, to aż mi łezka poleciała. I zdałem sobie sprawę, że spoiwem tych wszystkich ludzi jest prawdziwa miłość, ta cicha nie szukająca interesu i wygody... uosobiona właśnie w dzisiejszym błogosławionym, który jako jeden z nielicznych rozumiał osoby niepełnosprawne. Traktował ich całkowicie normalnie i bez zbędnej pomocy. Ale także dostrzegł wielki potencjał, jednym z głównych zadań Cichych Pracowników Krzyża jest: "chory do chorego, za pomocą zdrowego". Niepełnosprawny może bardziej i lepiej dotrzeć do innego niepełnosprawnego za pomocą osoby zdrowej, i tak tam się dzieje. Będąc tam na turnusie, niepełnosprawni i wolontariusze, wszyscy czujemy się równi i chyba to jest takie niesamowite dla mnie i jednocześnie ważne. Oj chciałbym, żeby traktowano osoby niepełnosprawne wszędzie tak samo, nie tylko w takich miejscach. Ale jest to zadanie moje i poniekąd wszystkich tych, którzy to czytacie :)
Nic, zmykam bo zbyt ładny dzień, żeby siedzieć przy komputerze :)
A jakby Wam się nudziło i chcielibyście trochę zagłębić się w Piśmie Świętym to zapraszam na stronę: http://www.jaslo.franciszkanie.pl/aktualnosci/, są tam moje komentarze do niedzielnych ewangelii.
Pozdrawiam wszystkich czytających:)

sobota, 4 maja 2013

Majówka

I znów trochę minęło od ostatniego wpisu ale po prostu korzystam z wiosny i pewnie niezbyt często będę się tu pojawiał, co nie znaczy, że wcale:)

Aktualnie jestem w Sandomierzu i jest to jedna z najlepszych majówek jaką miałem okazję przeżywać ostatnimi czasami. Jednak nim napiszę kilka słów o Sandomierzu, chcę się z Wami podzielić wrażeniami z pobytu w Krakowie z poprzedniego weekendu.

Otóż głównym powodem mojego wyjazdu było wesele mojej serdecznej znajomej, ale pojechałem już w piątek, by mieć okazję pospacerować elektrykiem po Krakowie, a także spotkać się z osobami, których dawno nie widziałem. Jedna osoba to nawet specjalnie przyjechała do Krakowa, za co byłem szczególnie wdzięczny. W sobotę świetnie się bawiłem na weselu (wybaczcie ale to zbyt prywatna rzecz, by na blogu opisywać hulanki swawole... itd. itp. :P ), a w niedzielę po 12-stce u Dominikanów miałem okazję odbyć samotny spacer po Kazimierzu... A muszę wam przyznać, że uwielbiam tę żydowską dzielnicę Krakowa. Kiepsko się jeździ, bo drogi brukowane, ale klimat nieziemski. Od dawna marzyłem, by móc się po szwendać bez celu i obranej trasy, tam gdzie mnie joystick zaprowadzi :) I tak się właśnie stało, miałem okazję pojeździć po różnych uliczkach, obserwowałem ludzi spacerujących, a przede wszystkim mogłem się nasycić tą chwilą samotności z wyboru. Był to dla mnie niezwykły czas poczucia się "sprawnym"...

Minęło trochę więcej niż tydzień i znów mam okazję spacerować elektrykiem, tym razem w Sandomierzu. I od razu piszę, że nie jest łatwo, gdyż sporo kamienistej drogi, która nie ułatwia jazdy. Ale jest też trasa dla rowerów, po której można bezproblemowo się poruszać i wszystkich zachęcam sprawnych i sprawnych inaczej do wyruszenia do Sandomierza. Pogoda co prawda nie rozpieszczała ale i tak udało się codziennie wyjść na spacer, czy to po starówce, czy to nad Wisłę, czy chociażby do pięknego parku. No i widać, że wiosna ruszyła pełną parą! Wszędzie tutaj zielono i bardzo spokojnie, naprawdę można tutaj odpocząć. Chociaż tak po prawdzie, to nie tylko przyroda pozwala mi tu odpoczywać, ale przede wszystkim rozmowy z moimi przyjaciółmi. Póki co to tyle w tym wpisie, zaraz obiad, a potem ostatni etap mojej Majówki, wypad na ranczo :)

czwartek, 18 kwietnia 2013

taki mały wpis...

         I tak o to już ponad miesiąc minął od mojego ostatniego wpisu. A tyle zdążyło się wydarzyć w tym czasie, że aż trudno wszystko ogarnąć. I nawet nie będę próbował, bo za dużo tych rzeczy.
      
         Przed świętami to praktycznie nie było szans tu zaglądnąć, bo trzeba było się zająć przygotowaniami, organizacją ludzi, którzy chcieli nam pomóc w tych przygotowaniach. A przede wszystkim dla mnie okres Świąt Wielkanocnych jest przygotowaniem się duchowym do wielkiego wydarzenia. I dla mnie święta zaczynają się od Wielkiego Czwartku, a kończą Niedzielą Zmartwychwstania. Zresztą to jest sedno naszej wiary, bo gdyby nie było Zmartwychwstania, to niczym by była nasza wiara w Jezusa i nasze zbawienie. A dla mnie ten świąteczny czas był szczególny, gdyż o. Gwardian poprosił mnie abym uczestniczył w Liturgii Wielkiego Czwartku w obrzędzie umycia nóg. Dzięki temu mogłem bardziej się wczuć w sytuację św. Piotra... Przyznaję, że jest to niezwykłe doświadczenie, gdy kapłan myje Ci nogi. I ta świadomość, że to tak naprawdę Jezus czyni... Niezwykłe dla mnie doświadczenie również z racji bycia niepełnosprawnym, jestem niejako przyzwyczajony, że ktoś zawsze mi w czymś pomaga, to jednak w tej sytuacji uświadomiłem sobie, jak bardzo musi nas Jezus kochać, żeby się "zniżyć" do naszego człowieczeństwa i nam usługiwać. Bardzo to było dla mnie cenne doświadczenie.
      
         A po świętach jak mnie złapał nerwoból w prawym barku, to ponad tydzień nie mogłem prawie nic robić. Na szczęście moja praca polega głównie na tym, że ją mogę wykonywać głównie za pomocą myszki, dzięki temu mogłem wszystko czynić lewą ręką (a jestem leworęczny). Jednak pisanie na klawiaturze było praktycznie niemożliwe i głównie dlatego nie było wpisów... Dzisiaj jest już o wiele lepiej, ale ręka pobolewa i wciąż od czasu do czasu jeszcze dokucza... Trzeba przyznać, że te zbliżające się 2 czwórki w ilości wieku przeżytego dają mi wyraźnie do zrozumienia, że młodzieniaszkiem to ja już nie jestem.... :)

        Oczywiście udało mi się, ale dopiero w samą procesję rezurekcyjną rozpocząć "sezon wózkowy", a dopiero w ostatnia niedzielę mogłem już na spokojnie pospacerować na elektryku. Za to w ten najbliższy weekend mam promocję z nieba. Otóż wybieram się do Krakowa na wesele znajomej. Jadę jutro tj. w piątek i wracam w niedzielę, biorę ze sobą elektryka więc wierzę, że będę miał okazję pospacerować po uliczkach starówki w Krakowie, a może i na Kazimierz się wybiorę, kto wie... ;) Będę miał okazję zobaczyć wiosnę w Krakowie, z czego naprawdę jestem szczęśliwy. Ale także spotkać kilka, jeśli nie kilkanaście, bardzo życzliwych mi osób :)

       I na koniec chciałbym wszystkich zachęcić do odwiedzania strony www.jaslo.franciszkanie.pl (odnośnik jest u góry po prawej stronie) na której od soboty będą pojawiać się komentarze do niedzielnej Ewangelii mojego autorstwa.
Pozdrawiam wszystkich czytających...

niedziela, 17 marca 2013

O Wielkim Poście i małym zdarzeniu

Dzisiaj chciałbym z Wami podzielić się dwiema sprawami, które zdarzyły mi się dzisiaj...

Pierwsza, znacznie ważniejsza, to słowa człowieka mądrego, który podzielił się ze mną jak przeżywa okres WP w związku zrzeczeniem się urzędu papieskiego jak i też wybór Nowego Papieża.
Benedykt XVI poinformował o swojej decyzji w przeddzień Środy Popielcowej, niejako weszliśmy w ten Wielki Post bez pasterza, wielu z nas odczuło ogromne zaskoczenie z tego powodu, cisły się pytania: "to tak można?"; "dlaczego to zrobił, skoro Nasz Papież do końca, mimo cierpienia, nie ustąpił.....?". Przyznaję, że i Ja sam miałem z tym wiele wątpliwości, choć jakoś to próbowałem zrozumieć, (odsyłam do postu: "Seda vacante").

Ale można było tą sytuację porównać do symbolicznego włożenia woru pokutnego w tym okresie Wielkiego Postu. Nie mieliśmy Pasterza, giełda aż huczała od kandydatów, którzy ponoć mieli największe szanse. Pewnie każdy z katolików zadawał sobie pytanie jaki to będzie ten nowy Papież. I wreszcie w środę 13.03.2013 o godzinie 19.06 pojawił się biały dym... Można było go porównać do zapowiedzi Zmartwychwstania, była już radość ale towarzyszyła niepewność, a nawet pewne niezrozumienie co nas czeka, każdy się zastanawiał kto został Papieżem, jakim się okaże człowiekiem. I gdy wreszcie pojawił się w Oknie Błogosławieństw, a także Jego pokorna prośba do nas o modlitwę za Niego. Kiedy miałem okazję przez media towarzyszyć mu z przez pierwsze dni Jego pontyfikatu, choć oficjalnie go jeszcze nie zaczął, to rodzi się pewność, że nastąpiła prawdziwa "Wiosna Kościoła"- Nowe Życie. Z wielu stron słyszę komentarze, że wszyscy chcą Go słuchać, bo mówi językiem niezwykle prostym i zrozumiałym dla każdego.  Ważne to co mówi i jak mówi, a najważniejsze, że chce się Go słuchać... Bo Nasz Papież mówił wiele cudownych i mądrych rzeczy, był można rzec "Gigantem" w wierze, jednak niewielu Go słuchało... Zaczynaliśmy go słuchać dopiero wtedy kiedy pokazywał gdzie chodził na kremówki...

A wracając do Wielkiego Postu, to przeżywamy swoiste światowe rekolekcje, bo dzięki tej zamianie na tronie Następcy Św. Piotra, każdy się zatrzymał i miał okazję wsłuchać się w te słowa radości i pokrzepienia jakimi nas obdarza Ojciec Święty Franciszek... Jest to dla mnie jeden z niezwykłych okresów jaki mam okazję przeżywać. Ale chcę jeszcze dopełnić mówiąc jedną rzecz, otóż na to wszystko można spojrzeć tylko oczami wiary. Nie da się zagłębić w te wszystkie treści będąc daleko od Kościoła, owszem każdy pewnie zauważył, że jest niezwykłym człowiekiem, jednak inne akcenty będą zauważane. Media rozpisują się przede wszystkim o tym czy ubrał Krzyż ze złota, czy dalej nosi ten żelazny biskupi Krzyż... czy ubrał czerwone buty, czy dalej chodzi w swoich czarnych... czy czyta swoje przemówienia, czy pozwala sobie na improwizację.. itd. itd. Można mnożyć te wszystkie akcenty, które tak naprawdę są drugorzędne. Modlę się do Boga, żeby tym razem było inaczej. Czego przede wszystkim sobie życzę.

I druga sprawa o wiele mniejszej wagi, jednak zdecydowałem się tutaj napisać, bo to mniej lub bardziej mnie drażni... Chodzi mi o infantylne podejście w stosunku do mnie jako osoby niepełnosprawnej. Otóż dzisiaj będąc w Kościele usłyszałem od człowieka dwudziestokilkuletniego przywitanie: "co słychać piotruś?" :), no przyznam, że ręce mi opadły. Bo wiem, że nigdy by tak nie powiedział gdyby przed nim stanął twarzą w twarz czterdziestokilkuletni facet, a nie tak jak w tej sytuacji, człowiek siedzący na wózku. Z resztą miałem już w swoim życiu mnóstwo podobnych reakcji na zasadzie , "aj ti ti ti bobasku" :) M. in. w mojej rodzinie są osoby, które wciąż do mnie mówią per Piotruś, choć do moich rówieśników kuzynów nie ma takiego odnoszenia. Oczywiście jest to zdecydowana mniejszość takich reakcji i chwała Bogu :) Jednak wielokrotnie zastanawiałem się dlaczego tak jest. Czy siedzenie na wózku zradza taką infantylność? A może moje zachowanie powoduje taką reakcję, jednak jakoś inaczej mi jest przyjąć od cioci taką reakcję, a inaczej od Kogoś kto mógłby być spokojnie moim synem... Przyznaję, że do końca tego fenomenu nie mogę pojąć, jednak staram się być ponad to i nie zadawać się w jakieś głupie odzywki. Bo ci którzy chcą mnie poznać to wiedzą, że jestem 100% mężczyzną, a nie dzidziusiem ze smoczkiem :)