niedziela, 6 października 2013

mała przerwa w leżeniu...

           Pewnie wielu z Was oczekiwało nowego posta w poprzednim tygodniu, bo w końcu solennie obiecywałem. Część z Was pewnie jest zorientowana, bo regularnie czyta facebooka :) A dla wszystkich pozostałych spieszę poinformować, że od kilku dni leżę sobie grzecznie w łóżeczku z racji rany otwartej na łydce. Zrobiła mi się już jakiś czas temu gdy hasałem sobie po dróżkach sandomierskich. Mój to był błąd, bo pasa bezpieczeństwa nie zapiąłem na elektryku i przy jednym ze zjazdów po brukowej drodze, grawitacja dała mi o sobie znać :) No i kiedy nogi sięgnęły bruku, wózek ze stopkami najechał na moją prawą łydkę i.... tu pozwolę sobie przerwać, a jedynie napisać, że zaczerwienił się chodnik :) Teraz pozostało mi tylko czekać na kolejny odcinek ojca Mateusza jak poszukuje właściciela tej czerwonej plamy :) Rana z początku zaczęła fajnie się goić, a potem niestety proces się zatrzymał. Związane to jest z puchnięciem nóg i kiepskiemu odpływowi naczyń limfatycznych. Efektem jest to, że muszę leżeć, by nogi mi tak nie puchły i dać szansę tej ranie się zagoić.
          Leżąc mam dość ograniczony dostęp do neta i stąd cisza tutaj. Jedynie udało mi się krótkie info umieścić na facebooku, bo z komórki posta tutaj wstawić nie jest łatwo. Od wczoraj popołudnia zrobiłem sobie przerwę w leżeniu, a to dlatego, by móc pójść na "Jezioro Łabędzie" w naszym Domu Kultury, a dzisiaj móc uczestniczyć w uroczystości 50-lecia poświęcenia kościoła OO. Franciszkanów, mojego kościoła, bo w Nim byłem chrzczony :)
        Nim napiszę kilka słów o ostatnich wydarzeniach, to chciałem z Wami podzielić się pewną refleksją. Otóż leżąc sobie w łóżeczku, zdrowo się czując (rana aż tak bardzo nie boli), miałem sporo czasu, by się zatrzymać i podumać nad sobą. I ucieszyła mnie jedna myśl: nie boję się siebie, nie boję się ciszy, wręcz przeciwnie, szukałem jej!
       Zwykle ludzie chcą ciszę zagłuszyć, byle czym, tylko żeby jej nie było. Nie chcą się zatrzymać i pomyśleć nad sobą, nad sensem swego życia, nie chcą siebie pytać po co i za czym tak gonią... Wyznaczają sobie kolejne cele, by zdobyć jakieś konkretne rzeczy, tytuły, poważanie u innych, wybić się z tłumu, zrobić karierę, być sławnym, choć każdy mówi: sława jest ulotna... A jednak każdy gdzieś bez przerwy pędzi... W tym wszystkim tworzą się wyrzuty sumienia, bo zapomniałem o urodzinach kogoś bliskiego, zawiodłem zaufanie przyjaciela itd. itp. No i wtedy rzeczywiście nie pragniemy ciszy, bo właśnie wtedy odzywa się nasze sumienie. Tylko niestety jest pewna zasada życiowa, że im dłużej będziemy zagłuszać swoje sumienie, tym mocniej w przyszłości się odezwie. A ja Bogu dzięki pragnę ciszy.... I nie chcę przez to powiedzieć, że jestem święty, o nie:) daleko mi do tego... Chcę powiedzieć, że w tych ostatnich dniach wchodziłem w dialog ze swoim sumieniem, bo tylko wtedy mogę lepiej siebie poznać. I dostrzegłem w sobie wiele brudu, wiele złych, czasem niepotrzebnych zachowań. No i mam teraz czas o tym wszystkim z Panem Bogiem porozmawiać, znaleźć drogę poprawy, ale też odnaleźć drogę rozwiązań danych problemów. Tak... Myślę, że dawno nie miałem tak fajnych rekolekcji, jak obecnie ;)
        Będąc wczoraj na jednym z najsłynniejszych baletów, smakując lekkość tańca wykonywanego przez rosyjskich artystów, uświadamiałem sobie definicje piękna. Widać w tym wszystkim było niezwykłą harmonię, pewien porządek. I co najbardziej mnie urzekło, to poczucie wolności tańczących w pewnych określonych ramach jakim jest balet, w tym swoistym języku gestów, poza który tancerz nie ma prawa wyjść. Jedynie szkoda mi było, że u nas jest za mała scena i nie mogli pokazać pełni swych możliwości...
       A z dzisiejszej mszy zapamiętam jedną rzecz: woda jest pokorna. No bo woda jest bazowym składnikiem wszelkiego płynu. Kiedy mówimy, że piję herbatę czy kawę, to nie wspominam wody, chociaż jest głównym składnikiem... Niezwykle odkrywcze i pokazujące sens pokory.
      Wystarczy na dzisiaj:) Od jutra zmykam dalej do łóżka na 2 część rekolekcji, jednocześnie prosząc wszystkich czytających o modlitwę za mnie :)
Pozdrawiam serdecznie ;)

niedziela, 29 września 2013

Dom budowany sercem

wiem... wiem.. blog mój leży odłogiem :P no ale co ja zrobię, że na tym bezrobociu aż taki zarobiony jestem:) Obiecuję solenną poprawę, a dzisiaj poniżej publikuję tekst, o który poprosił mnie mój serdeczny przyjaciel. Ten tekst jest refleksją nad tym co się działo dokładnie tydzień temu czyli 22.09. On już jest na facebooku, a ponoć ma być jeszcze w paru miejscach :) Stwierdziłem, że warto by i Ci, którzy tutaj zaglądają mogli ten tekst przeczytać i się zapoznać z pięknym dziełem - budowa rodzinnego domu dla osób niepełnosprawnych w Zabrzu przez moje Stowarzyszenie "Modlitwa i Czyn". A już w tym tygodniu powinienem coś jeszcze "skrobnąć" tutaj:)
Miłego czytania:
"W niedzielę 22.09 br. miałem niezwykłą przyjemność uczestniczyć w wielkiej akcji charytatywnej jakim było przedstawienie pt. „Lady Robin Hood”, w którym brały udział osoby bardzo znane miasta Zabrza. Zebrane pieniądze mają zasilić konta naszego Stowarzyszenia „Modlitwa i Czyn”, a także Fundację „Ulica”. Ze znanych mi osób kojarzyłem panią prezydent miasta Zabrze panią Małgorzatę Mańke-Szulik, a także panią euro poseł Małgorzatę Handzlik, która jest pomysłodawczynią całej tej akcji. Oraz pana Stanisława Oślizło, niegdyś wspaniałego piłkarza, kapitana reprezentacji Polski i Górnika Zabrze.  Był też ks. Sebastian Bensz, ale o tym wiedziałem od samego początku, ponieważ poprosił mnie bym na koniec spektaklu powiedział kilka słów podziękowań w imieniu naszego Stowarzyszenia „Modlitwa i Czyn”.

Jadąc na tę uroczystość nie sądziłem, że ma ona aż taki szeroki oddźwięk w środkach masowego przekazu. Cel oczywiście był bardzo szczytny, jednak jest wiele podobnych tego typu akcji i jakoś nie spodziewałem się aż takiego rozgłosu związanego z tym przedstawieniem. Oj jak bardzo się myliłem! Byli na tym przedstawieniu reprezentanci wszystkich rodzajów mediów. No i na każdym ze spektakli nie było wolnego miejsca.
Samo przedstawienie zrobiło na mnie ogromne wrażenie, dało się zauważyć niezwykłe zaangażowanie wszystkich biorących udział w tym wspaniałym dziele, po prostu byli profesjonalistami w tym co robili. Każdy z aktorów wkładał całe swoje serce, żeby to wyszło jak najlepiej. A i wolontariusze byli wspaniali, to dzięki nim nie było żadnych problemów przy przenoszeniu i odpowiednim ustawianiu rekwizytów. Na zakończenie przedstawienia, w czasie ogólnych podziękowań otrzymaliśmy, Stowarzyszenie „Modlitwa i Czyn” i Fundacja „Ulica”, po 20 000 zł. Mimo, że uzbieraliśmy sporą sumę pieniędzy, to jednak jest to jedynie kropla w morzu potrzeb. Myślę jednak, że nie to było najważniejsze. Poruszyła mnie ta ogromna życzliwość wszystkich grających, wyczułem niezwykłą solidarność tych wszystkich, którzy byli w jakikolwiek sposób zaangażowani w to dzieło. To dzielenie się sobą zbudowało niezwykłą atmosferę w trakcie tych spektakli. To właśnie ta solidarność międzyludzka będzie swoistą opoką  i stanie się fundamentem naszego domu.
Na koniec niech mi będzie wolno osobiście podziękować, że mogłem aktywnie w tym uczestniczyć. Odczuwać tę cudowną atmosferę – również za kulisami, takie momenty umacniają każdego z nas niepełnosprawnych, że ten dom powstanie i będzie wybrukowany  cudownymi sercami i stanie się dla nas wielkim oparciem, a także naszą szansą na przyszłość.
Serdeczne Bóg Zapłać!"

środa, 7 sierpnia 2013

Najnowsze wydarzenia

Ale upał..... u mnie w pokoju mam jedyne 27,7..... idzie zwariować, ale stwierdziłem, że najwyższa pora trochę napisać co ostatniego się wydarzyło. A działo się bardzo wiele. Wyruszyłem na "pielgrzymi szlak" już 13 lipca, odwiedzając najpierw moich starych przyjaciół, by zawitać na 2 tygodnie w Głogowie, na turnusie rehabilitacyjno-rekolekcyjno-wypoczynkowym prowadzone przez moje stowarzyszenie "Modlitwa i Czyn". Mówię moje, bo z całą stanowczością identyfikuje się właśnie z tym Stowarzyszeniem, czuję się Jego częścią, a po tym turnusie jeszcze bardziej jestem utwierdzony, że są tam fantastyczni ludzie.... Chyba mogę się nazywać dzieckiem szczęścia, bo to był jeden z piękniejszych dla mnie wypadów, najpierw rozmowy z przyjaciółmi, które pokazały mi jak są dla mnie ważni, mimo upływu czasu i mniejszego kontaktu. Wszędzie gdzie przebywałem czułem tę niezwykłą więź z nimi wszystkimi, których miałem okazję spotkać przed Głogowem.

    Natomiast sam Głogów był z wielu powodów inny od innych. Wiele czynników na to się składało, ale nie będę o nich pisał, bo to nie było najważniejsze. Opiekuna miałem tego co zawsze czyli Andrzeja Glimoska, już od kilku lat razem jesteśmy na turnusie i co jest niezwykłe, jeszcze nam się nie udało solidnie po wpieprzać się na siebie. Może dlatego, że mamy do siebie wieeeeelki dystans, i mimo wszystko wiele szacunku, zawsze kolejne kroki są wspólnie uzgadniane i planowane, może stąd nie było powodu do większej sprzeczki. Wielu starych przyjaciół i znajomych wśród których czuję się jak ryba w wodzie, ale też pięknie dopisali nowicjusze :) Z wieloma miałem okazję porozmawiać, a nawet mocno się zaprzyjaźnić :P Wybaczcie ale to dla mnie zbyt intymne, żebym tutaj na blogu opowiadał szczegóły o tych wszystkich relacjach... :D Musi wam wystarczyć jedynie to, że w tym aspekcie to był najlepszy turnus.
    Ale też ogólnie patrząc na całość to czuło się niezwykłą otwartość jeden na drugiego, bez znaczenia czy ten ktoś to debiutant, czy nie. Może dlatego, że starsi byli na nowych pozycjach i stąd ta otwartość, być może tak, w każdym razie dało to bardzo pozytywny skutek. Nie czuło się jakikolwiek dysproporcji. Poza tym takiej super pogody jak była na ostatnim turnusie, to ja nie pamiętam. No i po 15-stu latach siedziałem na koniu, bynajmniej nie tyłem i nie reklamowałem Old Spice :D Dzięki wielkie tym wszystkim, którzy mi to umożliwili. Miałem też w trakcie 3 konferencje na temat wiary w Trójcę Przenajświętszą, starałem się jak najprościej i jak najkrócej mówić na te, w końcu nie łatwe tematy. Sądzę, że w miarę mi się udało, żeby nie były one za długie i trudne. Ale to musieliby się podzielić Ci wszyscy, którzy ich słuchali, może ktoś się odważy?.... :)

      W tym czasie gdy byłem na turnusie, robiono mi remont łazienki. To jest kolejny pozytywny aspekt tego mojego wyjazdu. Choć było mi bardzo przykro, że mama musiała zostać i przeżyć ten czas remontu w domu. A sami wiecie, że łazienka to jedno z newralgicznych miejsc w domu, ale moja mama to jednak twardy charakter i dała rady mimo 82 lat jakich sobie już liczy... Dzisiaj już jest po wszystkim, głównie dzięki rodzinie i przyjaciołom, którzy przyszli i wysprzątali całe mieszkanie :) Kiedy ja przyjechałem, to praktycznie nie było żadnego już śladu po remoncie, to naprawdę wielkie, i z tego miejsca Wam dziękuję :)

    Z pracą na razie cisza, może coś we wrześniu się ruszy. Nikt teraz przy zdrowych zmysłach w trakcie tych upałów, nie myśli o zatrudnianiu... Póki co mam wakacje, oby nie za długo.... Oki zmykam do jakieś książki, a potem może jakiś meczyk na mieście, zobaczy się...
Pozdrawiam wszystkich czytających:)

poniedziałek, 8 lipca 2013

Nowy okres rozpoczęty

Oj zachwaścił się ten mi mój blożeg... :P No ale tak to jest, gdy się jest wolnym i bezrobotnym człowiekiem i korzysta się z przepięknej słonecznej pogody i nie bardzo się chce siadać przy kompie :)

Niestety nie przedłużyli mi umowy o pracę i nie bardzo się zapowiada, żebym mógł wrócić... I z tego co się dowiedziałem, to powinienem się wpieprzać na Unię i na nasz rząd, otóż od przyszłego roku mają być obcięte dotacje na zatrudnianie osób niepełnosprawnych w zakładach pracy chronionej. Co za tym idzie koszt pracownika niepełnosprawnego i sprawnego się wyrównuje i idąc dalej tym tokiem myślenia - jak sądzicie, kogo teraz będą firmy i zakłady pracy zatrudniać??? Wszystko przekuwamy na pieniądze, stajemy się uzależniani od niego, a przecież tak nie powinno być. Znam jedną osobę niepełnosprawną, która bardzo się cieszyła z pracy w firmie, której i ja pracowałem. Jest chora na stwardnienie rozsiane i porusza się już coraz gorzej. Dzięki tej pracy zarabiała na leki, czuła się potrzebna rodzinie, bo praca była dla niej swoistą rehabilitacją, a teraz za każdym dniem ze strachem otwiera komputer obawiając się wypowiedzenia... i dlaczego?? Bo nie jest rentowne zatrudniać takich pracowników jak ona!! To naprawdę staje się chore i nie wiem dokąd my wszyscy zmierzamy... Ja oczywiście się nie poddam i będę szukał pracy, ale po wakacjach. Bo i tak na wakacjach rzadko zatrudniają, a po drugie, skoro mi zafundowano wolne, to go wykorzystam, a co :)

Za tydzień, witaj Głogowie :) Jadę na turnus razem z moim stowarzyszeniem "Modlitwa i Czyn" z Zabrza. Jeszcze tylko muszę przygotować się do tego wyjazdu, no i z fachowcem od łazienek uzgodnić szczegóły remontu, bo nie wiem czy pisałem, ale będę remontował łazienkę. Wymieniają nam rury wodno-kanalizacyjne, no i siłą rzeczy zbombardują nam łazienkę i trzeba będzie ją wyremontować. Nie wiem kiedy tu się pojawię, bo jak widzicie całkiem sporo mam do roboty na tym bezrobociu :)

Pozdrawiam słonecznie wszystkich czytających

P.S. Bym zapomniał, dzięki wszystkim tym, którzy mnie wspierali ostatnio dobrym słowem. No i oczywiście gdybyście mieli jakąś ofertę dla mnie pracy, natury wszelakiej, byleby nie urągała mojej godności :) to jak najbardziej jestem na te oferty otwarty :)

sobota, 22 czerwca 2013

chyba zaczynam nowy etap :)

Tak sobie myślę, że kilka osób podążyło tutaj na bloga czytając wcześniej aktualny komentarz do niedzielnej ewangelii na stronie www.jaslo.franciszkanie.pl ... Dlaczego tak myślę? Ano w komentarzu zawarłem informację o utracie pracy, a raczej jej nie przedłużeniu przez pracodawcę.
Co prawda jest jakieś 10%, że jednak otrzymam papiery rekrutacyjne na kolejną umowę. Jednak w takich przypadkach firma przysyłała te papiery na ok. 3 tyg. przed końcem umowy, a dzisiaj mamy 22-gi, umowa kończy mi się ostatniego, a papierów niet... Z resztą po rozmowie z kierowniczką tylko się upewniłem, że tych papierów nie będzie. I muszę się Wam przyznać, że ze spokojem ten fakt przyjmuję. Jasne, nie będzie łatwo zaspokoić taką dziurę budżetową, nie za dużą, bo otrzymywałem najniższą krajową, ale jakoś dziwnie jestem spokojny :)
W końcu oddałem Jezusowi życie, no to skoro tak się rzeczy mają, to niech prowadzi dalej. Bo jak dotąd czułem całkowicie bezpieczny przy Jego prowadzeniu. A kiedy dzisiaj przeczytałem co nasz Franciszek mówił na kazaniu, to już całkowicie się uspokoiłem ;) Nie byłbym sobą gdybym kilka zdań nie zacytował, cytuje za www.deon.pl:

«(…). Nie możecie służyć Bogu i Mamonie!'. I dalej: 'Dlatego powiadam wam: Nie martwcie się o swoje życie, o to, co macie jeść i pić'". W zrozumieniu tego - powiedział Papież - pomaga nam rozdz. 13. Ewangelii św. Mateusza, opowiadający o tym, jak Jezus wyjaśnia uczniom przypowieść o siewcy. Mówi, że ziarno, które pada między ciernie, zostaje zagłuszone. A kto je zagłusza? Jezus mówi: 'bogactwa i troski doczesne'. Widać, że Jezus miał na to jasny pogląd". Tak więc "bogactwa i troski doczesne - podkreślił Ojciec Święty - zagłuszają Słowo Boże. I nie pozwalają mu wzrastać. I Słowo umiera, ponieważ nie jest chronione, zostaje zduszone. W takim przypadku służy się bogactwu albo doczesnym sprawom, a nie Słowu Bożemu". Papież, zwróciwszy uwagę na to, że Jezus w swoich wyjaśnieniach dawanych uczniom wprowadza element czasowy, zapytał się: "Co powodują w nas bogactwa i co powodują troski?". "Po prostu wyrywają nas z czasu", odpowiedział, wyjaśniając dalej: "Całe nasze życie opiera się na trzech filarach: jeden jest w przeszłości, drugi w teraźniejszości, trzeci w przyszłości. I to jest jasne w Biblii: filarem z przeszłości jest wybranie. Pan nas wybrał. Każdy z nas może powiedzieć: 'Pan mnie wybrał, ukochał mnie, powiedział do mnie: przyjdź, i w chrzcie wybrał mnie, abym szedł określoną drogą - drogą chrześcijańską'". Przyszłość to obietnica, którą Jezus dał ludziom: "Wybrał mnie - wyjaśniał dalej Biskup Rzymu - abym zmierzał ku obietnicy, dał nam obietnicę". Wreszcie, teraźniejszość "to nasza odpowiedź dana temu Bogu, tak bardzo dobremu, który mnie wybrał, który składa mi obietnicę i który proponuje mi przymierze; i ja zawieram z Nim przymierze". [...] "Nie zrywamy z przeszłością; mamy Ojca, który nas postawił na drodze. I także przyszłość jest pełna radości, ponieważ podążamy ku obietnicy, i troski nie dochodzą do głosu. Pan jest wierny, nie zawodzi. I dlatego Papież napomniał: "idźmy". Jeżeli chodzi o teraźniejszość, "róbmy to, co możemy, ale konkretnie, nie łudząc się i nie zapominając, że mamy Ojca w przeszłości, który nas wybrał".»
 Jakby było mało to oglądnąłem koncert fundacji "Mimo wszystko", która jest prowadzona przez Annę Dymną. Widząc wielu niepełnosprawnych aktywnie uczestniczących w różnych akcjach, byłbym ogromnym niewdzięcznikiem i zarazem głupcem, gdybym teraz zaczął użalać się nad sobą.
Bardziej trzeba mi będzie się bacznie rozglądać wokół, co też nowego mi życie przyniesie.... 
pozdrawiam wszystkich czytających... :)

P.S. No i już wiecie dlaczego będę częściej tutaj pisywał :)